Bałagan, bałagan wszędzie

Bałagan, bałagan wszędzie

Bałagan, bałagan wszędzie!

Najbardziej frustrującą rzeczą jak mnie spotyka od kiedy zajmuje się trenowaniem dzieci to ich wieczny nieporządek.

Nieporządek w pokojach, w rzeczach w sprzęcie.

Nie ukrywam, że dzisiejszy wpis jest podyktowany wieloma emocjami, niestety negatywnymi, jakie spotykają mnie przy praktycznie każdym pakowaniu sprzętu, ba nawet każdym wyjściu na trening. W sumie to mnie to przeraża i tak denerwuje, że czasami mam ochotę stanąć z boku i walić głową w ścianę.

Staramy się doprowadzić do sytuacji, gdzie każdy z naszych zawodników będzie miał swój własny sprzęt- wszystko wszystko. Jeszcze parę lat temu było to niemożliwe, bo posiadaliśmy kilka par butów, nart, kijów…Teraz natomiast, każdy ma swoje, nawet wymieniane w razie potrzeby (urośnie, lub z małej stopki zrobi się wielka stopa itd.) swoje i co najważniejsze podpisane!

PODPISANE, ksywką, nazwiskiem byle czym, ale i kije i narty i buty są podpisane… nawet posiadają swoje miejsca w magazynie- już nowym i co? i wielkie nic!

Za każdym razem jest to samo, wieczne szukanie, och- trenerko nie mam kijów, trenerko nie mam butów, trenerko nie mam nart, trenerko a gdzie mam spakować kije- he? chwilę wcześniej wszyscy pakowali do pokrowców, co się zmieniło???ale ok czasem cierpliwie odpowiadam, szukaj, potem szukaj(bo przecież były, są nawet podpisane) szukaj, SZUKAJ, a dzieci co? no właśnie i to jest najciekawsze, musielibyście to zobaczyć, jak takie nakręcone zabawki, obracają się w kółko, nie szukają, obracają się, dyskutują i znów „Trenerko, bo nie ma, a było…” o mój boże, płakać mi się chce. Najczęściej jest tak, że w końcu i tak ja szukam tych kijów, butów, nart itd. i znajdują się obok jęczącego zawodnika…ale zdarza się tak, że zostawiam ich sobie i mówię -idź sprawdź do pokrowca, może ktoś zapakował- osoba znika, nie ma jej, tzn. znalazła, ok spoko.Po czym pytam Pana/Panią XY są kije – Nie wiem- Co???? Sprawdziłeś/aś- Nie.

Odpowiedź udzielona tonem totalnego olewatorstwa, 30 min po planowym wyjeździe na zawody, żadnej inicjatywy, żadnego poruszenia, po prostu nie, mam to gdzieś…a jedziemy na zawody, i na czym ty dziecko będziesz jeździło?

Spakowaliście narty startowe? macie buty?- pytam osób. które wiem, że tego nie mają bo sprzęt leży albo w magazynie, albo walnięte gdzieś pod autobusem. jakie są odpowiedzi? -szalone!!!:

„tak”(???), albo „bo ten i tamten miał mi spakować”… no ale twój sprzęt leży w magazynie/pod autobusem bla, bla, bla, bo chyba tak mnie oni rozumieją, bo reakcja oszałamiająca- żadna!

O mamo, w czym tkwi problem, zwykle są to te same osoby i niestety nie jedna ale kilka, prawie kilkadziesiąt. Mnie uczono inaczej: noś sama swoje narty, buty, kije, karabin, sama sprawdzaj czy jest spakowane na wyjazd, dwa, trzy razy nawet- ty zapomnisz, ty masz pecha i w sumie przejmowałam się. To był mój sprzęt, trzeba było dbać o niego, prać sobie buty, czyścić je, myć rolki itd. itd.  a teraz…smutne to bardzo, a później zdziwieni i roszczeniowi, że inni mają lepszy itd…

Tak naprawdę najgorsze jest to, że to dotyczy osób, które są już parę lat w klubie, niczym się nie przejmują. Na sam koniec to ja mam nerwy, szukam, pytam, załatwiam inne…

a wy kochane dzieci siedzicie.

 

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

Z bucikami w kompetencje?!

Z bucikami w kompetencje?!

Z bucikami w kompetencje!

Gdybym w wieku 17 lat wiedziała tyle, co mają 25 lat o treningu i pracy zawodnika, miałabym dużo lepsze wyniki…

Nie ma szans wiedzieć wszystkiego. Wydaje mi się, że nawet nie wieloletni staż, ale ciągły rozwój i otwartość na nowości, plus obserwacja i obiektywny kontakt z prowadzonym zawodnikiem sprawi, że już jako trenerzy będziemy mądrzejsi. Niemniej jednak przez 20 lat „pracy” w biathlonie po jednej i drugiej stronie lunety, plus ponad 20 lat doświadczenia mojego męża M. powoduje, że jakąś wiedzę posiadamy, a na pewno większą niż zawodnicy, których trenujemy. Dlatego wkurza mnie jak ktoś zaczyna mądrkować nie mając o tym zielonego pojęcia. Naprawdę zielonego, bo choćby zawodnicy namiętnie pogłębiali swoją wiedzę dzięki literaturze itp. ale nie tu tylko emocje- to co rządzi nastolatkami. Wiadomo jest to wliczone w „pracę”, taki skutek uboczny roboty z ludźmi, ale po to ten blog żebym mogla się wywnętrzyć i zostawić niepotrzebne za sobą i a nóż ktoś zrozumie i urwie przynajmniej rok mądrości.

Bo po to mamy trenera, żeby on za nas pisał plany i myślał co zrobić żeby było dobrze. Kiedy nas stopować, a kiedy cisnąć, bo w tym cholernie ciężkim zawodzie zawodnika, nie ważne czy młodego czy doświadczonego mamy tak wiele presji, że dodatkowe nakładanie sobie na głowę „kłopotu” w formie kombinowania na treningach, bo mi za lekko/za ciężko prowadzi do jednego- równi pochyłej w dół. Młodzi zawodnicy potrzebują ufać trenerowi, żeby jak najwięcej czerpali z treningów przyjemności, pasji, zabawy, żeby potrafili radzić sobie z presją, a starzy to wszystko, co wcześniej wymieniłam plus komfort psychiczny że „ON/ONA wie co dla mnie najlepsze, a moim zadaniem jest wykonać to najlepiej jak potrafię”. I koniec kropka.

Potem są tylko nieporozumienia, zgrzyty i chaos w grupie i w głowie zawodnika.

Pamiętajmy jedno, stwarzajmy sobie sytuacje komfortowe w życiu, nie róbmy pod górkę ani sobie ani nikomu innemu. JA uwielbiam swoich zawodników, są pięknie pokręceni, mają niesamowite charaktery i charakterki, są zmierźli, narzekają, śmieją się, bawią, kłócą, rządzą ale są moim nałogiem i NIE WYOBRAŻAM SOBIE ROBIĆ IM NA ZŁOŚĆ I SPECJALNIE ŹLE PROWADZIĆ (czy to oznacza takie, a nie inne dopasowanie do grupy treningowej, taki a nie inny rodzaj treningu, wybór grupy na zawody, wybór kto co otrzyma czy zwykły opiernicz lub jego brak.) Zwykle to wszystko uwarunkowane jest tym, co sobą reprezentuje zawodnik i nie tylko czy jest 1 w Polsce czy na świecie, ale tym w jaki sposób podchodzi do treningów. Emocje i uczucia do ludzi czyli nasz subiektywizm jest zawsze, ale nie jestem jedynym trenerem w grupie i w większości sytuacji podejmujemy wspólną przynajmniej 3głosową opinię w danym temacie…

NIE WYOBRAŻAM SOBIE RÓWNIEŻ, ze zawodnik zacznie „wchodzić z butami” w nasze kompetencje. Jak relacje z dzieciakami i młodzieżą mamy przyjacielskie tak pilnujemy granicy, aby trener pozostał trenerem, a zawodnik zawodnikiem i kochać mnie nie musicie, ale szanować a OWSZEM. Bez tego nasza praca nie ma sensu. Dyskusja konstruktywna oparta na argumentach zawsze, ale STOP gadaniu byle gadać i przekraczać pewne granice.

Jako „urlopowicz” z dwumiesięczniakiem na rękach i 3latkiem u nogi miałam okazję poobserwować trochę z boku „swoje” dzieci i tu utnę. Jedyne co dodam to to, że ściany mają uszy i wiele słychać za zamkniętymi drzwiami(i na plus i na minus 🙂 ).

Szacunek—–>ufność——>samokrytyka——–>samodyscyplina——–> SUKCES

Serce rośnie jak początkujący zawodnik, choć mierzi go i boli decyzja, z pokorą ją znosi i słucha, bo wie, że to dla jego dobra, bo niby po co trener miałby robić mu na złość! i uszy puchną jak zawodnik bliski sercu przedrzeźnia innych trenerów i niekoniecznie w superlatywach się o nich wypowiada (żeby nie użyć tu innego dobitniejszego słowa)

My jesteśmy dla Was, ale wymagamy szacunku i empatii, a nie ciągłego szukania dziury w całym. My się nie czepiamy, my staramy się stworzyć wam najbardziej odpowiednie warunki do rozwoju, ale to niektórzy zrozumieją dopiero za kilka lat. My szanujemy to jacy jesteście i to że też macie ciężkie dni a wy?

Całuje Was potwory, wieśniarki, czosnki, łośki, czajniki i inne paskudy i dobrze Wam radzę DO ROBOTY 😛

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

Pot, łzy i zmęczenie.

Pot, łzy i zmęczenie.

Pot, łzy i zmęczenie

Tak to jest w życiu sportowca, że aby coś osiągnąć trzeba wylać górę łez. Jedni wylewają w nocy do poduszki, inni już na treningach, jeszcze inni zamieniają łzy na złość, pozostali w śmiech, wariacje… Każdy inaczej znosi zmęczenie, wyczerpanie, ale jeśli się przykładamy, to nie ma osoby, która by tego nie odczuwała.

Im bardziej człowiek ekspresyjny, tym bardziej widać emocje na zewnątrz. Chłopcy nie płaczą, raczej się wycofują, jak mniej rozmawiają znaczy jest im ciężej. W sumie nie spotkałam faceta, który by tryskał głupawką po mega ciężkim treningu, oni idą odpoczywać, w różne sposoby czy to spanie, czy gadanie, czy komputer, ale nie reagują jak dziewczyny. Co nie znaczy że jest im łatwo. Emocje dusza w sobie. Tak czy inaczej czy to na zewnątrz czy wewnątrz jeśli nie pozostawione za sobą zwyczajnie zaczynają przeszkadzać. Robimy sobie zbędny balast… Rozmyślamy nad treningiem, ale nie na zasadzie jego analizy, ale „nie wytrzymałam/em, jestem słaby/a, nic z tego nie będzie, innym było łatwiej”, co to nam daje? Same zło – te myślenie zatrzymuje nasze działanie. Szczerze lepiej popłakać, zostawić te bezradność, bezsilność na treningu, lepiej się wkurzyć, albo „dobić ” i oczyścić głowę, lepiej wyśmiać się i nie myśleć, nie rozmawiać, nie drapać ran. Czasem tak musi być, że czujemy niemoc na treningu. Po tygodniu ciężkiej roboty  TAK MA BYĆ, a jak ktoś znosi dany trening lepiej, lub tego tak nie pokazuje to co nas to obchodzi?

Często jest tak, że bardziej sami siebie dobijamy własną ambicją, bo widzimy że ktoś jest mniej zmęczony, a my tacy dowaleni. A może po prostu inni należą do sangwiników i nie są stworzeni do pokazywania emocji… Co to za różnica dla nas czy ta druga osoba się nie zmęczyła? każdy pracuje na własne konto, każdy przed samym sobą „machnie” rachunek treningu stojąc na starcie. W rezultacie nie dotyczy to nas więc jeszcze raz, co to za różnica? . Chcesz ryczeć to rycz, krzycz, śmiej się, denerwuj byle zostawić to, co cię trzyma za sobą, nikt za ciebie tego nie zrobi. Byle wrócić do pokoju i mieć oazę spokoju, zająć się czymś innym, bo i w sporcie trzeba znaleźć równowagę. Wiemy, że ciężki trening pozostawia ślad w mięśniach, dlatego leczymy, gimnastykujemy się, wałkujemny, chodzimy na saunę, dobrze się odżywiamy, ale zwykle zapominamy że nasza głowa też pada ze zmęczenia… I musimy po prostu odpocząć. Znaleźć własne sposoby na walkę ze sobą, być pewnym że da się radę, a o resztę niech martwi się stróż- trener, który dostrzega czasem więcej niż nam się zdaje. „Łatwiej uwierzyć w siebie, gdy wierzy w nas ktoś drugi.”
Obozy zwykle nie są łatwe, tam się robi największą pracę… Obozy w gronie ludzi, których lubimy są znośniejsze, bo potrafimy psychicznie odpocząć, nawet jak mamy tylko te jedną bratnia duszę obok siebie.
Podsumowując „ból istnienia” i ból ciała po ciężkich obozach jest równie duży, a dobrego sportowca poznaje się po tym jak łyka swoje słabości, zagryza wargi i kończy trening i mimo okropnego zmęczenia jest przede wszystkim dla siebie wyrozumiały i zadowolony.
Patrząc na naszych zawodników, takich zmęczonych, walczących ze sobą na najcięższym treningu, w ostatni dzień mega obozu przetrwania (to był cytat:P) zobaczyłam coś co mnie rozczuliło-jeszcze hormony wariują 😛 wsparcie jakim się darzą moje dzieci, może to jednorazowe, a może i nie, ale pokazało że mają w sobie dużo empatii i doskonale rozumieją ból życia koleżanek /kolegów. Grupa– o to w tym chodzi. Nie depczemy siebie nawzajem, nie dobijamy, ale ciągniemy do góry, pod najstromszy podbieg naszego życia – nasze słabości.

„Ludzka siła wyrasta ze słabości.” Ralph Waldo Emerson

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

My jako nasi najwięksi wrogowie.

My jako nasi najwięksi wrogowie.

My jako nasi najwięksi wrogowie

 

Za czasów zawodnika wiadomo mi było, że umysł jest potężną bronią w naszym sporcie. Przypuszczam, że w każdym odgrywa znaczącą rolę. Natomiast jak bardzo chyba sobie nie do końca zdawałam sprawę. Czasami wychodziło to lepiej, w szczególności jak Michał był ze mną, innym razem trochę gorzej, ale miało się wypracowane pewne metody walki z największym przeciwnikiem zawodnika- sobą samym.

Psychika płata nam przeróżne figle. Raz nastrajamy się zbyt mocno, innym razem za słabo, jeszcze próbujemy się nakręcać negatywnie, albo nastawiamy się na za wysoki wynik… tak czy inaczej w większości przypadków wynik jest podobny- kiszonka na maxa.

To jak to zrobić, aby było idealnie?

Niestety nie ma złotego środka, dla każdego coś innego, a na próby mamy czas na sprawdzianach czy szybkich treningach czy zwyczajnych.

Tak naprawdę zawód- zawodnik, to nie tylko wstać, zjeść, potrenować, zjeść, wypocząć, potrenować, iść lulu, ale też dogłębna analiza i poznanie samego siebie. Proces nie łatwy i długotrwały wymagający niestety notatek, do których się czasami wraca. O tak ten moment w notatkach jest ważny, bo co z tego że napiszemy jak nigdy tego nie przeczytamy, a na bank zapomnimy. Psikus umysłu.

Z perspektywy trenera jest to trochę jaśniejsze, zwykle widać jakie zachowania pomagają danej osobie, a jakie szkodzą lub nie przynoszą pożądanego efektu. Teoretycznie jest to proste, wystarczyłoby powiedzieć pani X/ panu Y zrób tak i tak, a będzie dobrze. W czym tkwi w takim razie problem, no w tym, że nie każdy chce słuchać, nie każdy potrafi słuchać, jeszcze inni nie wierzą i nie widzą sensu, a kolejni  są tak zestresowani, że i tak do nich nic nie dotrze. Po starcie natomiast, ci w euforii są najlepszymi słuchaczami, a ci którym „nie poszło” najsłabszymi… a właśnie do tych przede wszystkim chcielibyśmy trafić i do nich jest najciężej.

Tu nasza praca, niełatwa, żmudna, często mało efektywna, ale musimy walczyć z wami zawodnikami o zmianę nastawienia. My możemy wam tłumaczyć i pokazywać co wam szkodzi, a co pomaga, a ile wy z tego wyciągniecie i ile się nauczycie to wasza robota. Nierzadko jest tak, że słuchacie i rozumiecie, a mimo to zostajecie w tym samym miejscu, nie dajecie sobie szansy na poprawę. My nie nauczymy waszego umysłu pewnych reguł, zadań to jest wasza praca.

Spróbuje nakreślić tylko jak działa nasza głowa w niektórych sytuacjach.

Przeddzień i dzień startu.

Wiadomo stres dotyka każdego. Nie znam osoby, która by go nie odczuwała, choćby maleńki ale zawsze jest.

Każdy próbuje z nim walczyć, lub go ignorować, uciekać od niego. Ucieczka jest najgorszym rozwiązaniem. Lepiej stawić czoła temu, co nas przytłacza niż uciec, bo dopadnie nas w najgorszym momencie. Boimy się jakiegoś zjazdu, można zrobić trening mentalny, spróbować z tymi strachami powalczyć, obmyślić plan jak do tego podejść i być przygotowanym, a jak uciekniemy to w momencie startu spotkamy się i tak z nim twarzą w twarz, ale totalnie bezbronni. Chyba lepiej poświęcić 10 minut w spokoju i nauczać nasz umysł poprawności ruchów, zachowania.

Wrócę do tego samego zjazdu, boimy się go i wmawiamy sobie, że jutro na pewno się tam wywrócę, że nie zrobię go dobrze, „nie no chyba go zejdę”- rezultat oczywiście taki jak sobie wmówiliśmy. Można pójść i zjechać go 5 razy, nabrać pewności, podejrzeć innych jak to robią, zapytać trenera o pomoc. Nastawić się pozytywnie na zasadzie „tyle osób potrafi ja też i to nie raz mi się udało, a na zawodach w pełnej mobilizacji będzie jeszcze lepiej”. Wiadomo, że trzeba  z szacunkiem i bez pychy do tego podejść, ale strach zostawić w domu.

To samo dotyczy strzelania: „nie potrafię strzelę 4”- bęc 4! Mimo że można i potrafi się 0. Z drugiej strony chodzenie i powtarzanie „dziś będą same zerka” czasem przynosi lepszy rezultat, ale nie wtedy kiedy na treningach strzelaliśmy najlepiej po 2 kary- to takie czcze gadanie, które na starcie po pierwszym słabym strzelaniu nas demotywuje. Czyli najlepiej nie stawiać sobie celów za wielkich. Tj. trener ci mówi będzie rewelacyjnie jak złapiesz się w szóstkę(bo dotychczas twoje najlepsze miejsce to 8), a ty na to nie będę w trójce… no i jesteś 10, i jaka jest nasza reakcja, no frustracja ogromna nic innego. A po co samemu robić sobie dodatkowy stres.

Stawianie sobie celów, które są w zasięgu naszych możliwości, to jest najlepszy sposób. Wiadomo, że każdy sportowiec zakłada Igrzyska Olimpijskie, ale nie w najbliższej zimie, jak na Mistrzostwach Polski był 6. Ale kto wie czy nie za parę lat, kiedy będzie się dobrze rozwijał. Aby osiągnąć ten najwyższy cel trzeba zdobyć kilkanaście, kilkadziesiąt czy nawet kilkaset pagórków, wzniesień czy gór, droga kręta wyboista i często pod górę, ale do zrobienia. A będąc już wysoko najgorsze czym możemy samych siebie ukarać to stwierdzeniem „nie potrafię”. To demotywuje i osłabia tylko nas, a na dodatek mobilizuje naszych przeciwników. Nikt z kolegów w sporcie nie ma czasu, chęci na to, by klepać nas po plecach i powtarzać „będzie dobrze, jesteś silny/a, wygrasz to”. Poza tym chodzi o to, że to my jesteśmy „Panami” nas samych i to my mamy wierzyć w siebie! Cieszyć się z sukcesów- nawet do łez, a porażkami się motywować. Niech nasze słabości przerodzą się w nasze silne strony i będą naszymi sprzymierzeńcami. Jak mamy coś słabego, coś co nam spędza sen z powiek to, to po prostu wytrenujmy, a nie narzekajmy, a już na pewno się tego nie bójmy.

Strach ma wielkie oczy, śmiejmy mu się prosto w wybałuszone gały i cieszmy się, że jesteśmy i możemy robić to co lubimy. Nie każdy ma takie możliwości, a my jesteśmy szczęściarzami.

Na koniec pamiętajmy, że życie nie jest łatwe, sport też nie i nie dostaniemy nic za darmo, poza tym za free nie smakuje tak dobrze. Wypracujmy siebie i potem bądźmy z siebie dumni, a w razie niepowodzeń niech wam towarzyszy hasło, które zawiera w sobie 100% prawdy:

Ze wszystkich ważnych rzeczy w życiu, biathlon jest najmniej ważny.

Nie ma co płakać po przegranych, wyciągnijmy wnioski i następnym razem NIE POPEŁNIAJMY TYLU BŁĘDÓW.

W nas jest siła i potęga, stwarzajmy warunki, aby to wykorzystać

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

Ludzie „duchy”

Ludzie „duchy”

Ludzie „duchy”

Zaczęliśmy z mężem pracę w Klubie 2013roku na jesień, taka mała reaktywacja, w nowym miejscu. Zamysł był troszkę inny niż obecna skala tego, co robimy. Chodzi mi między innymi o to, że chcieliśmy wyciągać dzieciaki z domów i pokazywać im nie tyle lepszą, co inną rzeczywistość,  może bardziej kolorową. Tak czy inaczej daleko nam było do tworzenia grupy, która będzie osiągała tak wspaniałe wyniki w Polsce, do otwierania klas sportowych, do posiadania Klubu z zawodnikami, których jest 70+…

Zaczynaliśmy sami, za darmo, nie zarabialiśmy i do tej pory nie zarabiamy wręcz przeciwnie czasem trzeba dołożyć, skąd nie mam pojęcia, ale się udaje:) Nasz Klub – Nasza Duma- Nasza Pasja. Wspaniale jest coś wspólnie budować, tym bardziej, że widzi się rezultaty i prognozy na przyszłość.

Pomału musieliśmy zacząć szukać ludzi do pomocy, bo im więcej dzieci tym więcej trenerów było potrzebnych. Jedyny problem to znalezienie trenerów, którzy by chcieli robić to tak jak my, czyli bez pieniążków. Udało się, byli zawodnicy Karlika spisywali się na medal przez pewien czas, bo później nam trenerka uciekła do Anglii, a trener znalazł pracę etatową- ale to co napracowali szacun i dziękujemy. Szukaliśmy dalej, łatwo nie było, ale się udało. Mamy ekipę, która pracuje pełną parą, poświęca się, znosi moje fochy(ze względu na jedną myśl treningową, ja sobie rządzę) i co najważniejsze chce się rozwijać i nadal pomagać. Są to ludzie, którzy się nie pokazują tak jak my, nie podpisują pod medalami itd. ale robią taką pracę, że bez nich nie dalibyśmy sobie rady! Tak więc nasi Trenerzy dziękujemy i mam nadzieję, że długo długo powspółpracujemy.

Są trenerzy, którzy ratują nas w sytuacjach bez wyjścia, od tak bo „why not”?

Jest fizjoterapeutka, na każde nasze zawołanie…aż brak słów jaka niezbędna i jak się poświęca.

Są też ludzie, którzy dokładają małe cegiełki do funkcjonowania klubu. Są tacy, którzy chcą być anonimowi, choć pomoc, jaką nas obdarzają jest nieopisana. Inni chyba robią to nieświadomie, ale dla ich komfortu nie będę wymieniała nazwisk.

Jednak w niektórych sytuacjach zorganizowanie transportu- bezcenne! Dziękujemy za wkład i za szybkie reakcje, bo nie rzadko moje „chcenie” czy potrzeba wynika nagle i na już.

Są tacy, którzy montują stronkę, wrzucają zdjęcia, pilnują aktualności, szukają sponsorów, przygotowują gadżety- totalnie za nic…do tego wysłuchują moich pytań i próśb typu: nie potrafię, nie działa, jak to zrobić? o każdej porze dnia i nocy i pomagają montować kosmiczne rzeczy, które akurat wpadną mi do głowy…

Inni wpłacają składki wyższe niż umówione…

Są i tacy, również zawodnicy i najbliżsi moi, którzy pomagają w opiece nad J. w różnych kryzysowych i nie tylko sytuacjach.

Wszystko po cichu, tak jakby ich nie było, jakby to nic nie znaczyło.

UKS Karlik założony przez 2 osoby, prowadzony i istniejący dzięki wielu WAM- ludziom duchom, anonimowym, cudownym, o których nikt nie mówi, których większość zna i nie zna tak naprawdę. Nie ma szans wam podziękować tak jakby się chciało.

Czasem jak piszę „dziękuje” to samej mi czegoś brakuje…Dlatego ten wpis. Kochani jesteście wielcy. Jeśli 2 osoby z pasji mogą stworzyć tak piękne przedsięwzięcie jakim są Karliki, to jak może to funkcjonować jak jest nas aż tylu!

Takie działania to niecodzienność! Dlatego godne uwagi.

 

Dziękujemy DUCHOM – Nasz Klub – Nasza Duma- Nasza Pasja

 

 

 

 

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

Ilość i jakość pracy wrogiem i sprzymierzeńcem zawodnika

Ilość i jakość pracy wrogiem i sprzymierzeńcem zawodnika

Ilość i jakość pracy wrogiem i sprzymierzeńcem zawodnika

 

Było o tym jak rozwój fizyczny wpływa na wyniki a teraz o tym jak ilość i jakość pracy przekłada się na to co zdobywamy.

W sporcie jak i w życiu nie zdarzają się dwa takie same przypadki, dwa takie same organizmy, tak samo reagujące na zmęczenie, tak samo się regenerujące dlatego ich praca jakościowa jak i ilościowa powinna się różnić. Wprawdzie przy licznych grupach treningowych (10+ na jednego trenera)  nie da się totalnie zindywidualizować pracy, ale można na podstawie obserwacji „posegregować” osoby, które powinny lub raczej mogłyby pracować na treningach razem i to oczywiście nie na wszystkich. Ogólnie rzecz biorąc chodzi mi o to, jak jakość naszej pracy przełoży się na wynik. Wybiorę sobie 3 osoby z tej samej kategorii wiekowej, o podobnych parametrach wydolnościowych, tempie biegu, sile(tylko podobnych). Trenują razem, wspólnie wykonują to co jest „zadane”, każdy teoretycznie trenuje tak samo i przychodzi do startów i co? No właśnie nie każdy ma takie same wyniki. „I to jest niesprawiedliwe”- usłyszymy na koniec od zawodnika, ja tyle trenuje i nie mam wyników, a on/ona… różne tego typu pretensje, skierowane teoretycznie w słuszną stronę do trenera, no bo jemu zaufaliśmy.

Co my na to? No więc będziesz się wykłócać? Nie ty wiesz swoje, oni swoje, bo przecież pracowali, czy faktycznie pracowali tak jak powinni? Ty jako trener wiesz, że nie każdy pracował tak samo:

  • jeden z nich w gorszych chwilach nie pojawiał się na treningach, odpuszczał bądź biegał w 150%
  • drugi był cały czas pracował 200% plus inne dodatkowe zajęcia, występy starty
  • ostatni trenował, słuchał, odpoczywał nie zawsze ale 85-90% pracy wykonanej

PO TAKIM SEZONIE NIE MA SZANS, ABY KAŻDY MIAŁ TAKI SAM= DOBRY WYNIK.

W takim razie, który ma największe szanse na stabilny sezon z życiowymi wynikami- trzeci oczywiście, ten co miał pracę zrównoważoną z odpoczynkiem.

Na chłodno dlaczego akurat ten a nie drugi, co pracował super?! ponieważ nie tylko ilość ale i jakość się liczy, pracy jak i odpoczynku, a pierwszy no cóż mimo wszystko trzeba pracować, aby osiągnąć wynik. Żeby to lepiej zrozumieć przyjrzyjmy się poniższym pytaniom.

ILOŚĆ:

– ile razy w sezonie przygotowawczym chorowałeś/aś?

– ile treningów opuściłeś/aś, bo były ważniejsze rzeczy?

– ile z tych opuszczonych treningów było naprawdę ważnych?

– co robiłeś po/przed pracą treningową?

– ile czasu poświęcałeś/aś na odpoczynek?

JAKOŚĆ:

– podczas ciężkich siłowych treningów czy przykładałeś/aś się w 100%?

– podczas szybkich treningów pracowałeś/aś w tych zakresach, w których należało? (szybko znaczy szybko, średnio to średnio, a wolno to nie tak, by wszystkich przegonić i być pierwszym…)

– podczas długich treningów czy biegałeś/aś cały czas czy „zdarzało się” przestać 1/3 treningu?

– jak wyglądał twój dzień wolny, dzień odpoczynku, regeneracji? Tak szczerze? Zdążyłeś odpocząć czy miałeś/aś ważniejsze rzeczy?

– ile razy startowałeś/aś czy trenowałeś/aś nie w pełni zdrowy/a ukrywając ten fakt przed trenerem?

– jak się odżywiałeś/aś, nawadniałeś?

– czy akurat podczas tego słabego startu dałeś//aś z siebie naprawdę wszystko?

– jak wyglądał twój odpoczynek?

Można by tak pytać i pytać, a nasz umysł jest zawodny w takich sytuacjach, nie pamięta wszystkiego, dlatego najlepszą bronią zawodnika i trenera są dzienniczki, w których widzimy i możemy sami przed sobą odpowiedzieć „czy nasza praca rzeczywiście ilościowo, a potem jakościowo była przybliżona do założeń?”.  Podkreślam trenując za mało nie zrobimy postępu, natomiast za dużo doprowadzimy nasz organizm do wyczerpania i może się tak zdarzyć, że nasze wyniki nie będą tragiczne, ale będą jednego dnia rewelacyjne innego zastraszająco słabe. Dlatego ważna jest RÓWNOWAGA w pracy.

Quality and Quantity – Balance Concept

Wiadomo, że nie wszelkie czynniki możemy wyeliminować, ale na wiele z nich możemy wpłynąć i im mniej błędów popełnimy w trakcie przygotowania tym lepiej będziemy „wyglądali” podczas zawodów.

Specjalnie ominęłam tutaj czynnik charakterologiczny, który również mocno wpływa na wyniki zawodów, klimat i otoczenia jakie stwarzamy bądź stwarzają wokół nas jest niezaprzeczalnie ważny w szczególności w biathlonie, ale to w kolejnym wpisie.

Zawodnicy mają wątpliwości, nie zawsze łatwo im zaufać czy uwierzyć w plan trenera, w szczególności jak nie wychodzi. Zaczynają wtedy szukać winnych w trenerach, sprzęcie itd. Niemniej jednak gdyby każdy trenujący przynajmniej raz w sezonie odpowie sobie na powyższe pytania – szczerze, nie przed trenerem, mama, przyjaciółką, ale przed sobą, mógłby oszczędzić sobie nerwów i frustracji i może wyciągnąć lepsze/inne wnioski na przyszłe sezony. W tym miejscu należy podkreślić również, że warto przypomnieć sobie przy takim „rachunku pracy” ile razy trener/trenerka dzwonili czy pisali z info „gdzie jesteś? Czemu cię nie było dzisiaj?” lub mówili „wolniej”, „szybciej”, „odpoczywaj”, „pij”, „słuchaj”, „ucz się” itd. Itd. I czy w ogóle?! Dlaczego tak? Lepszy trener, który się nie czepia? Nie, absolutnie nie! Jak trener nie zwraca na ciebie uwagi, nie poprawia, nie drąży tematów, nie pyta, to znaczy że mu na tobie nie zależy, bądź jest już „wypalony”. Absolutnie nie mówię tu o trenerach, którzy bezustannie krytykują zawodnika i zwalają tylko na niego winę, nie patrząc na swoje błędy. Bo trener to też człowiek i może się pomylić, nie mylić się cały czas, ale pomylić się i szukać rozwiązania. Może zabrzmi to śmiesznie, ale dyskusja z zawodnikiem ma sens w szczególności z takim, który przychodzi i ma konkrety- np. większość odpowiedzi na w/w pytania podparte argumentami- zapisami w dzienniczku, bądź takim, który chce się czegoś nauczyć.  Zawodnik jak i trener mogą się mylić, liczby, notatki, badania też, ale już w mniejszym stopniu. Prowadźmy dzienniczki, aby udowadniać sobie przede wszystkim, że zrobiliśmy to, co do nas należało. Bądźmy wobec siebie surowi i nie dawajmy się ponosić zbędnym emocjom.

To, co napisane jest skarbnicą naszej wiedzy i naszej siły oraz drogą do kreatywnej dyskusji, dyskusji nawet z sobą przed lustrem, a jakość i ilość pracy powinna być tylko i wyłącznie naszym sprzymierzeńcem!

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official