Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie 2020

Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie 2020

To był dobry i rozwojowy czas dla mnie.
Świetnie jest uczyć się od młodzieży ich samych i móc obserwować walki, jakie na co dzień staczają.
Wspaniała lekcja trenerska oraz powrót w czas, gdzie niegdyś samej się biegało.
Coraz bardziej lubię te powroty, właśnie dzięki takim wyjazdom.
Mimo, że nie wszystko udało się tak jak mogłoby, ale praca jaką młodzi wykonali i mam nadzieję, że lekcja zaprocentuja w niedalekiej przyszłości.
Jak było?

  • Było naprawdę ciężko, ale i bardzo wesoło.
  • Nawet wzruszenie mnie dopadło.💪 Duma widząc Marcina-Polaka na najwyższym stopniu podium🍾
  • Duma z Konrada… A za co to tajemnica💣
  • Klauduszkę na treningu, gdzie wolontariusze trzymali kciuki, a gdy nadszedł moment cieszyli się jak dzieci👏👏👏
  • Członków sztafety walczących jak lwy🦁🦁🦁🦁
  • Ach te pierwsze czasy biegów… ‼️
  • Smutek w oczach po przegranych… I radość po tych zwycięstwach ☢️📍🔥🌈🌠

Bo nie wiem czy wiecie, każde z nich coś wygrało! Widać to tam, będąc i przeżywają z nimi!

—Gratuluję i jeszcze raz dziękuję—

A na koniec dziękuję Rafałowi i Mirkowi za wspólną robotę i czas.

Teraz wracam do swoich.

Stęskniona. Nawet bardzo.

Najlepsze momenty ⬇️

edf_vivi

fbt

oznorTO_vivi

Monolog wewnętrzny

Monolog wewnętrzny

Tak minął kolejny rok. Dobry, jak nie bardzo dobry rok. Ciężko będzie powtórzyć tyle medali. Tym bardziej, że roszady w kategoriach olbrzymie i sporo przejść i zmian.
Nadchodzi dla mnie czas, gdy moi zawodnicy są już duzi i chcą, by ich tak traktować,a przy tym nic się nie zmienia. Taki trudny okres, gdzie każdy nie widzi nic prócz czubka własnego nosa, a może dostrzegają tylko błędy innych i wytykają je, nie będąc dla siebie równie krytycznym.
Każdy, kto wytrwa ten niepokój, zajmie się własną praca tylko na tym zyska. Bo tak naprawdę praca, jaka została wykonana w sezonie przygotowawczym, u każdego znacznie się zmieniła i przybyło obciążeń,za czym powinien iść progres. W sumie widać to już po pierwszych startach.
To był ciężki weekend, odpowiedzialność, mimo że zwykle jest spora, tym razem była olbrzymia. Maluchów tyle, że 3osoby na strzelnicy… i tak miałam wrażenie, że jest nas stanowczo za mało. Zwykle sama dawałam radę, pozostali byli na trasie. Tym razem było trudniej.
Po treningu oficjalnym wcale nie było wesoło i pojawiło się wiele znaków zapytania miedzy innymi „czy po prostu to ogarniemy”. Gdzieś tam wewnątrz staram się wykrzesać pokłady spokoju i wyrozumiałości nie tylko dla tych, którzy startują po raz pierwszy, ale dla nas samych.
Taki powrót do przeszłości, kiedy to ja stałam pierwsze razy za lunetą i tak mało wiedziałam i musiałam tak szybko się uczyć. Teraz pełnię rolę tę, która M. dawniej i nie do końca jestem usatysfakcjonowana ze swojej pracy. Za dużo wiecznie wymagam. Nic się nie stanie jak czasem odpuszczę.?!
Czasu brakuje na wszystko, kilkakrotnie złapałam się na tym, że tak wielu rzeczy, które chcielibyśmy zrobić, powiedzieć nie zdążymy,bo czas nieodpowiedni, bo sami tego nie chcą, bo są ważniejsze rzeczy jak samo bezpieczeństwo i objęcie tą opieka grupy młodsze.
I trzeba powiedzieć sobie wprost, że pora odciąć pępowinę tym, którzy aż się o to proszą i czekać na ich profesjonalizm. On na pewno mnie zaskoczy i z całą mocą uderzy we mnie bezpośrednio.
Więc ja dorastam do faktu, że moje małe „dzieci” już nie są małe i organizowanie im życia i pokazywanie na każdym kroku błędów jest pomyłką.
Pora się przeorganizować.
Być, ale bardziej jako doradca, ewentualnie sufler; czekać, obserwować i reagować tylko w tych momentach, w których jest to niezbędne.
Tak, bycie juniorem/juniorką wymaga od zawodników odpowiedzialności za własne czyny, za własne błędy.
Pozwól im podjąć samodzielną decyzję, potrafią myśleć już przyczynowo- skutkowo i nawet jak popełnią błąd, będzie to ich błąd i na pewno nauczą się, może wolniej może boleśniej, ale nauczą się.
Idzie młodzież, która potrzebuje uwagi, muszą się nauczyć poruszać, myśleć, działać, nie bać się, pracować nad sobą, organizować dzień startowy, tydzień treningowy, cykl itd.
Starsi to twoje oczko w głowie, ale pora ich nauczyć samodzielności.
——-To sobie powtarzam——–
Odkąd karabin wędruje na plecy, stają się zawodnikami. Ty jesteś trenerem od pilnowania planu, ich dyspozycji motywacji i poprawiania błędów technicznych, taktycznych.
Przecież już wiedzą jak odpoczywać, wiedzą czego potrzebują, wiedzą jak dbać o zdrowie, o to by stanąć w pełni sił na starcie,na obozie, w szkole.
Pora zrozumieć, że nie strzelisz za nich, nie pobiegniesz, nie uzupełnisz dzienniczka i nie zadbasz o zdrowie. To ich będzie bolało najbardziej…
To ich praca, a do twojej nie należy myślenie za nich.
Pamiętaj robisz to, co kochasz i póki jesteś w tym szczęśliwa sił ci nie zabraknie i motywacji. A czas ucieka, inni czekają, mało potrafią tam skieruj swoje emocje.
Nie bądź już malkontentem, nie opieraj się na tych złych, negatywnych rzeczach. Spójrz do przodu, zatrzymaj się, spójrz za siebie i wróć.
Niech to będzie radość i przyjemność.
Tak wielu jeszcze tak mało potrafi.
Pozdrawiam siebie samą i trzymam kciuki za uśmiech i radość z bycia tam gdzie jestem.
I dziękuje Tobie za inspirację!
Personal space

Personal space

Personal space

Jest taki czas każdego zawodnika, który mógłby nazywać się świętym.
Czas-dzień, przeddzień startu. Ciężko inaczej to nazwać, to jest czas, gdzie nasza energia powinna być dobrze spożytkowana. Moment, gdzie zwiewamy od wampirów, a otaczamy się tym, co dla nas jest po prostu najodpowiedniejsze.
Kiedyś los podarował mi na krótki moment obcowanie z bardzo mądrym Panem. Ten Pan zwrócił mi właśnie na to uwagę, na rzeczy jak dla mnie wtedy totalnie nieistotne, a jak się potem okazało podstawowe i jak teraz na to patrzę niezbędne w przygotowaniu się każdego zawodnika.
Każdy z nas ma swoich Aniołów Stróżów, przyjaciół, kumpli, siski, ludzi którzy nas drażnią, denerwują, zabieraj czas i po prostu męczą. Tych ostatnich często nawet lubimy, ale w niektórych momentach–„serio, no daj żyć”, albo czujemy się przez nich mocno „przygnieceni”. Od tych po prostu zwiewajmy!
Najważniejsze to organizować sobie czas i miejsce tak, żeby nikogo nie drażnić i samemu się nie poddawać takim sytuacjom.
Na pozór łatwe, a w praktyce niezmiernie ciężkie, a czasem nie do wykonania.
Często nasze przygotowania do startu kończą się złym zrozumieniem osób, które nas otaczają.
To chyba zależy od temperamentu i prostego niedogadania się nawzajem, a czasem braku życzliwości, zazdrości, braku empatii (to o czym teraz napisałam nie dotyczy moich aniołków, myślę że problem tkwił w komunikacji😁)
Tyle emocji, charakterów, myśli ile ludzi, a kobiet uhuhuhu.
Dlatego moi drodzy wasz „święty czas” spędzacie tak jak wy chcecie, biorąc pod uwagę potrzeby innych i nie wchodząc w ich osobista strefę.
Przykład 5 dziewczyn, jedna do startu musi się drzeć jak opatrzona, śpiewać, tańczyć itp, 2. idzie spać, 3. to by coś zjadła, 4. posłuchał muzyki, a 5. to w ogóle ma minę jakby ktoś jej popsuł zabawkę i była tu za karę… I mieszkają w jednym pokoju. Czy da się to rozdzielić? Tak aby każda była zadowolona i mentalnie przygotowana do startu?
Jasne że tak, krzycząca szuka drugiej ryczącej i idą śpiewać daleko 🙂 ta co je zjada po cichu żeby nie budzić śpiącej, a słuchająca muzyki robi to na słuchawkach. A ostatnią po prostu olewamy i jej jest też z tym oki.
Easy… nie zawsze i nie dla każdego, ale do zrobienia.
Moim pragnieniem byłoby, aby każdy w dniu startu zajął się sobą, był świadomy swoich potrzeb, a w tym wszystkim nie przeszkadzał innym i nie wczuwał się zbytnio w „fochy” i udziwnienia pozostałych.
Bo to nasz „święty czas”, czas największych dziwactw, gadania ze sobą samym, burzowych min, tańców, nerwów i chilloutów, treningów mentalnych, leżenia na schodach, sztuka odnalezienia własnego miejsca w chaosie.
A najlepsi, najwięksi profesjonaliści potrafią ten czas idealnie zaprogramować i działać w nim jak małe komputerki.
Detal.
Jeden z bardziej istotnych.
Znajdź swoją przestrzeń.
Wykorzystaj chwilę.

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

Na walizkach

Na walizkach

Z całego sportowego życia najbardziej nie znosiłam pakowania i rozpakowywania. W ostatnich latach miałam nawet zrobioną „wspaniałą listę”- RZECZY NA OBÓZ i jak robot wsadzałam do niezliczonej ilości toreb, plecaków woreczków, reklamóweczek to, co tam było napisane.Przynajmniej o niczym nie zapominałam.

Teraz nie pakuje siebie samą, tylko ja plus 3 (M. też rzadko się pakuje sam, z braku czasu, natomiast zawsze mnie opiernicza, że zabrałam jak zwykle za dużo! Lepiej nosić niż się prosić.)

Listy niestety nie mogę zrobić, bo + 2 ewoluują i co wyjazd jest coś nowego więc nawet by nie spełniała swojego zadania.

Tak jak patrząc od grudnia to w domu byłam rzadko, zaliczyłam chyba każdy styczniowy weekend na wyjeździe, luty jest i będzie podobny…

I co w związku z tym, no tyle że mógłby ktoś powiedzieć i po co ci/ Wam to? no właśnie, o my to lubimy. Nie wszystko, co wiąże się z nasza pasją, jest przyjemne, nie wszystko lekkie i miłe, ale w całokształcie, na samym końcu jest to do czego dążymy, co chcemy osiągnąć.

spróbuje dziś trochę inaczej to opisać, pokazać, bo czasem słowa są zbędne, a zdjęcia mogą przekazać więcej.

Tym samym zapraszam do foto-lektury, co w życiu trenera jest najważniejsze/najcenniejsze.

taki On

ten wie i zrozumie, kto był tuż tuż i się musiał zatrzymać

małe wielkie szczęścia

work,work- work

z serii „Moje ulubione”

taki joke

słuchając

smal children

pierwszy i nie ostatni raz widziałam jak nogi się uginały ze zmęczenia

komu się trzęsły bardziej?

 

team

step by step

ideolo

🙂

laski z karabinami

„Moje ulubione”

Anioł Stróż

łzy, walka, szacunek, zrozumienie,oparcie

hapiness is easy

hug hug hug

efekty

stójka

hapiness

moje „bałwanki”

momenty

progress

trochę nas

praca nad każdym ruchem

czasem przydatny

good people

podziw/ niezrozumienie

małe szczęścia

  dreams come true

crazole

nowe pomysły

nowi my

wyzwania

Aniołki Agi

ciężkie powroty

przeróżnie

dobry czas

spełnianie marzeń

powroty z dalekich podróży, to co prawdziwe jest głęboko w nas ukryte

z serii „Moje ulubione”

„maskotka” Stateamków

  szczęśliwy trening

śpioszki

najlepsze jest w Tobie

ku mojej rozpaczy, zakochany w biathlonie

małe szczęścia

któż by przypuszczał

praca niejedno ma imię

good Team

no comment

czasem boleśnie-  crash test

 

Fun

Przykład na to, że nigdy nie należy odpuszczać

rodzina

                                                        

efekty

 

„Moje ulubione”

młodzi gniewni

  duma

na szczyt

Mistrzostwo jest w Tobie

to co najważniejsze

pasja

To tylko kropelka w morzu naszej ekipy i to tylko z ostatniego czasu, ale jest tego mnóstwo. Wiele emocji, bardzo skrajnych, ale to co ich łączy, to co NAS łączy to pasja i właśnie te emocje.

Dlatego mogę się pakować i rozpakowywać miliardy razy!

nie no, czuje wciąż niedosyt i nie ogarnęłam tych dwóch zdjęć więc mała aktualizacja 🙂

śrubki dokręcam, a granat codziennie wrzucam… z powrotem do pudełka

3 in 1- Future „Moje ulubione”

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

Hamulec ręczny

Hamulec ręczny

Hamulec ręczny

 

Tak, w sumie wiedziałam że ten moment nadejdzie.
Zanosiło się już dobre kilka miesięcy no i bęc. Nie powiem, dumna nie jestem… Wręcz przeciwnie wściekła na siebie, że do tego doprowadziłam. Niestety patrząc prawdzie w oczy, to to jest tylko i wyłącznie moja wina i traktuje stan obecny za swoistą karę za pychę.
Siedzę jest 22, a ja ledwo żyje, w sumie to nawet dobrze nie widzę, mało co słucham, jeszcze mniej przyswajam, ale może dzięki temu wezmę się trochę za siebie.
Permanentny ból brzucha, głowy i w sumie wszystkiego to nic dobrego. Nie idzie ciągnąć zbyt długo na tabletkach przeciwbólowych, a tak właśnie przetrwałam najlepszy Puchar Polski w wykonaniu naszych zawodników.
Trochę szkoda, że to wszystko tak wygląda, bo do końca nawet z fantastycznego prezentu się cieszyć nie umiałam. Tzn. cieszę się ale nie tak jakbym chciała to pokazać😃.
M. Mówi, że jestem zmęczona i tylko szpital mnie zatrzyma, jak zwykle wypaplał, ale nie powiem ma chłop rację. W ostatnim czasie często wychodziłam przed 7 wracałam ok 19 i cały dzień na wysokich obrotach, mało w domu, mało z dziećmi, mało jedzenia, mało odpoczynku. Nawet jak już były Święta i chwila wolnego, to dostawałam info od niektórych, że tam nie jadą, tego nie zrobią, są tacy siacy i owacy, no i co? To, że musiałam na szybko organizować coś innego, szukać kogoś innego, a uwierzcie, że tak się żyć nie da. Tym bardziej, że takie info rujnuje mój świat wartości i ja po prostu tego nie rozumie. I się po prostu wkurzam, piszę, pytam, rozkminiam, nakręcam się, totalnie niepotrzebnie!!!
Wczoraj był pierwszy dzień, że stresujące rzeczy odkładałam na bok. Jak to nałogowiec, zakochany w swojej robocie, wywiało mnie na narty, dokładniej po drugiej stronie lunety.
No nie idzie usiedzieć, a już brzuch boli tylko po jedzeniu więc spoczko.
Tak więc byłam tam, i odsuwałam stresy na bok, zamiast się nakręcać po prostu odpuściłam, sobie przede wszystkim, bo ostatnio mam wrażenie, że co poniektórzy to i tak mnie nie słuchają więc nic nie zrobię…
Może się uda, będę zdrowsza, trochę mniej euforyczna i pełna emocji, ale zdrowsza.
I moi kochani, obracam trochę kartę i patrzę na siebie i widzę cień człowieka. Sińce pod oczami (mam sporo pudru :)) zmęczona twarz, obolałe ciało i chyba pora powiedzieć dość. A przynajmniej zwolnić.
Bo tak jak wam zawsze powtarzam, nie sam trening jest ważny, ale i odpoczynek, i to jak się prowadzimy więc tym razem biorę z was przykład, tych najlepszych i odpoczywam.
Jeśli kiedyś odwrocie się, lub nie wywlekę emocji na zewnątrz, nie odpowiem na głupiego SMS, to wiedz jedno-łapie drugi oddech,unikam stresów.
A wszystko zaczęło się w momencie, kiedy nie miałam nawet czasu wypić kawy w domu…

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

Z pełnym workiem z marzeniami stąpam nad chmurami

Z pełnym workiem z marzeniami stąpam nad chmurami

Z pełnym workiem z marzeniami stąpam nad chmurami

Na pewno lubię to, co robię. Jest to paskudnie pochłaniające, dołącza do tego mnóstwo dodatkowych zajęć, ale na pewno jest to to, co chcę robić.

Ostatni rok był pełen dobrych emocji, związanych z całą otoczką naszego sportu, ale nie tak do końca wymarzony przez trenera.

Było więcej upadków jak wzlotów, ciężkich chwil tyle, co prezentów w worku Mikołaja, zwątpień też trochę, tylko teraz nie potrafię ukierunkować tych zwątpień, chyba najbardziej w siebie. Były sprzeczki, 3 raz przechodzimy przez ten fantastyczny okres burzy hormonów itp. i znów jest inaczej i chyba bardziej wymagająco, aż boję się kiedy moje dzieciaki dojdą do tego etapu.

Ale jestem uparta, czasem słucham mądrzejszych, ale dążę do tego co kiedyś, kiedyś w zamyśle nami kierowało. Nie schodzę z tej drogi, bo jest dla mnie jasna i klarowna, z zakrętami, ale ze znanym celem. Wymagam od siebie i od innych wymagam równie dużo, nie aż tak, ale dużo…stąd czasem nie wszyscy chcą ze mną współpracować i mimo to, że nie każdego „przeboleje”, nie każdego „zostawię” od tak za sobą, to nie chce i nie potrafię się zmienić. chyba, że …

na treningu znajdzie się osoba, która nie wiem czemu się przytuliła, w momencie do przytulania totalnie nieodpowiednim, totalnie zaskakującym, aż tak że „dostałam czymś w  samo serce”. zaskoczyło mnie to tak bardzo, że no właśnie zatkało mnie trochę i skruszyło co nieco:) aczkolwiek nie zawsze to działa i nie jestem do przytulania:)

Cały czas się coś dzieje, cały czas ewoluujemy, staram się być elastyczną i non stop się uczę, my się uczymy, bo przy tej dynamice rozwoju, jaką serwują nam nasi zawodnicy bycie i trwanie przy jednym zamierzonym planie jest po prostu głupie i przesiąknięte lenistwem i chyba głupotą. Zamiast fundować sobie trochę spokoju nawet w Święta ja (z nudów?nie z pasji) siedzę i analizuje to co się działo i nawet się tym bawię.

Podsumowując tę krótką burzę mojego umysłu, to był ciężki rok…ale nigdy tak jak teraz nie jestem zadowolona z tego jak pracują, wyglądają, trenują i odpoczywają nasi zawodnicy. Jeszcze nigdy z tak wielu dumna nie byłam, a wiem że to co najlepsze jeszcze się nie pokazało i niekoniecznie piszę tu stricte o samym wyniku, ale o tym jak to jest robione. Doczekałam się momentu, w którym młodzi mężczyźni po prostu zapierniczają na nartach, nasi mali chłopcy, którzy jeszcze chwile temu byli niżsi ode mnie i na pewno chudsi. Teraz spoglądam na nich z parteru zadzierając mocno głowę i jestem z nich dumna.

Doczekałam się momentu gdzie maluszki biegną, hmm może nie słabo, ale widać, że to jeszcze nie to i co? i są mocni, cholernie mocni, są mądrzy i dobrzy w tym co robią, a są maluszkami, małymi profesjonalistami.

Doczekałam się momentu, w którym oglądam na datacenter swoją zawodniczkę i ściskam mocno za nią kciuki i z niej jestem również bardzo dumna, mimo że wiem, że czasem jej serducho płacze i jest jej ciężko.

Doczekałam się tego, że po dwóch latach udało nam się ruszyć/ znaleźć sposób i czekam na start, bo wiem że będzie dobrze!

Z Ciebie też jestem dumna, mimo że nie pokazałaś/pokazałeś na co cię stać!

ale wiedzcie, że i tak Wam nie odpuszczę.(to jest zwykła kropka, bez nienawiści:) )

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official