Dzień dobry Szaleńcy

Dzień dobry Szaleńcy

DZIEŃ DOBRY SZALEŃCY

Coraz więcej w naszej grupie osób, które trzeba hamować. Tak właśnie hamować, żeby sobie krzywdy nie zrobili. Osobiście wolę tę grupę niż, tych których dzień w dzień należałoby z miotłą ganiać, żeby ich motywacja wzrosła, żeby zmuszać ich do aktywności fizycznej. Oj, ostatnie słowa są dla mnie mocno abstrakcyjne.  Młodzi ludzie chcieliby być w centrum uwagi, kto by zresztą nie chciał, chcieliby dobrze wyglądać, być silni, piękni i przebojowi, ale niestety duża grupa nic w tym kierunku nie robi. Oh nie!, robią- narzekają.

Przecież chłopcy, którzy dbają o swoją tężyznę fizyczna, siłę i wygląd oraz dziewczynki chcące wyglądać pięknie, zgrabnie, a nawet poruszać się bosko na 15cm szpilkach, no muszą uprawiać jakikolwiek sport/ ruch. Biegać, ruszać się, siłownię odwiedzać, pływać, skakać i do tego trzeba to robić stosunkowo regularnie. Tak regularnie jak jesteśmy w stanie narzekać lub się uśmiechać. Dlatego zmuszanie kogokolwiek do wysiłku fizycznego jest dziwne, ponieważ podstawą ruchu jest dobry wygląd i samopoczucie. Oczywiście u dorosłych nie zawsze to tak pięknie funkcjonuje, ponieważ niektórzy naprawdę nie mają na nic czasu, a jak już go mają to marzą o łóżku (i totalną bzdurą jest gadanie, że przy dobrej organizacji i chęciach jesteśmy w stanie wszystko zrobić). Natomiast wy sportowcy, macie wszystko podane na tacy, wystarczy korzystać.

No i odbiegłam nieco od tematu. Wracając dziś chciałabym się zajęć freekami sportowymi którzy:

  • Wiecznie mają mało
  • Non stop nadrabiają zaległości treningowe
  • Rzadko jesteśmy w stanie ich zadowolić treningami
  • Prawie nigdy siebie nie uszczęśliwiają
  • Mocniej, szybciej, lepiej
  • Teraz, już natychmiast
  • Gdyby sukcesy były budowane tak szybko jak mini- niepowodzenia potrafią rujnować, łaziliby w kosmosie, a tak kopią w stronę Chin.

Moje drogie kochane wariaty treningowe, czasem przeoranie się na treningu nie jest dobrym pomysłem. Oczywiście pracę zawsze, ale to zawsze należy wykonać w 110%, aby dojść na szczyt, ale wcale nie oznacza to, że np. przez 4 godziny marszobiegu mamy mieć III zakres! lub że na spokojnym treningu na rowerze, ścigamy się przez ¾ czasu z własnym cieniem. I tak w kółko, dzień w dzień, minuta w minutę, bez odpoczynku, a rezultat? Słaby i coraz gorszy z każdą chwilą. Wasze samopoczucie? Katastrofa i leci na łeb na szyję, bo wyniki się pogarszają. Jesteście po prostu przemęczeni. Tylko przy systematycznych długich treningach, przy dużych obciążeniach, brak odpoczynku oznacza znaczny spadek formy- zmęczenie, a w przewlekłych stanach „zajechanie”. Dlatego czasem warto zwolnić, nauczyć się odpoczywać poprzez trening i nigdzie nie pędzić. Po prostu machnąć trening tlenowy w tlenie, ale w 110%- nie stać, nie gadać, nie pić 10min, nie człapać poniżej swoich możliwości- solidnie go wykonać.

A kiedy przyjdzie moment na moc, szybkość, wariactwo to wtedy dokładać! Naprawdę jeśli nie wyrobicie solidnych fundamentów pracy tlenowej, stabilizacji, techniki, to na nic będą wasze moce na szybkich treningach i zawodach. Będziecie jak flaczki z olejem- bezsilni i wyeksploatowani. Pora nauczyć się odpoczywać na treningach, kontrolować się oraz dbać o swoje ciało- dobrym posiłkiem, nawodnieniem, rozbieganiem, gimnastyką czy wałkowaniem. Dobry trening to nie tylko „machnięcie” szybko, mocno, pobicie kolejnego rekordu. To również to, co się dzieje potem, aby się porządnie zregenerować i by nie doprowadzić do przemęczenia czy choroby.

Ci z was, którym wiecznie mało, czasem warto uwierzyć trenerowi i rzucić okiem na plan treningowy, zadane obciążenia i realistycznie zastanowić się czy konieczne jest teraz takie eksploatowanie siebie, najdłuższe lub najszybsze pokonanie trasy?

Wy, którzy macie poczucie, że jesteście z tyłu, że musicie nadrobić stracony czas, pominięty trening itp. naprawdę wierzycie w to, że da się to nadrobić? Robią podwójnie, za szybko, na już?

Właśnie nie!

Trzeba w tym samym tempie kontynuować przerwaną pracę, solidnie i cierpliwie, po prostu robić swoje. Jeśli zatrzymała was choroba, to gorszym jest szalony powrót. Tu trzeba być ostrożnym i budować krok po kroku to, co nam babsko choróbsko zabrało. Tylko tak jesteście w stanie wrócić szybko do swojego optymalnego stanu.

Freeki, którzy mają niedosyt pracy i są nieszczęśliwi jak trening to tylko 2h jazdy na rowerze w II zakresie- spójrzcie na swój rozwój globalnie i zadajcie sobie pytanie o celowość takiej pracy. Jak nie znaleźliście do tej pory odpowiedzi to zapytajcie trenera, nim sami wymyślicie ambitniejszą pracę. Nie jesteście w stanie siebie uszczęśliwić, bo wciąż Wam mało, ale zechciejcie popatrzeć na swoją pracę pod tym kątem: Wczoraj miałem/am długi mocny trening na nartorolkach, dziś mam długi marszobieg, po co on?- dla regeneracji. Inna praca w tlenie pozwoli rozprowadzić zakwaszenie mojego organizmu, dzięki czemu dojdę do siebie szybciej, całkiem możliwe że już jutro będę w stanie wykonać podobną pracę na rolkach, a nawet lepszą. Muszę jednak pamiętać, aby zrobić zadanie solidnie i faktycznie biegać na niskim pułapie (choć moje ciało odmawia posłuszeństwa, a mimo tego niedosyt dnia wczorajszego pcha do szaleńczego marszu), pić, jeść i się gimnastykować.

Nie zawsze mocniej, szybciej przynosi upragniony rezultat. Czasem lepiej odpuścić i zrobić wolniej i nie dopracować niż być „zajechanym”. Z tego stanu lepiej wyjść jak z symbolicznego niedotrenowania. Owszem jeśli ktoś trenuje nieregularnie, nie robi dużych obciążeń, nie ma napiętego planu, to treningi na „mocniej, szybciej” mogą przynieść dobry rezultat. Tylko do pewnego czasu, ponieważ musicie mieć podstawy pracy jak wytrzymałość czy siła.

Zawodniku nastawiony na teraz, już, natychmiast, mistrza nie zbudujesz w dzień. Mistrz to ciągły proces- kształtowanie, budowanie, popełnianie błędów, wychodzenie z nich, praca, nauka, samodoskonalenie. Ci z Was, którzy mają talent, początkowo są w lepszej sytuacji, ale czy to, że już masz wynik, dobry wynik na skalę kraju, czy to powoduje że jesteś już Mistrzem? Nie! Mistrz to powtarzalność, wielokrotność w zdobywaniu medali, wspaniałych występów, to nie przypadkowy medal na  MP, ME, MŚ czy nawet IO. Mistrzem staniesz się wtedy, gdy będziesz w stanie powtarzać, a to jest ciągła i systematyczna praca.

Dzieci ambitne, nie pozwalacie sobie na popełnianie błędów. Przecież jesteśmy tylko ludźmi i takie błędy możemy, a nawet musimy robić. Wtedy najszybciej się uczymy, ale tylko wtedy, gdy jesteśmy dla siebie wyrozumiali. Tzn. gdy błąd przez nas popełniany nie oznacza przysłowiowego „gwoździa do trumny”, bo sobie go wybaczyć nie potrafimy i zepsuł nam cały miesiąc, ale wtedy kiedy potrafimy się do niego przyznać, wyciągnąć wnioski i zostawić go za sobą, jako kolejną lekcję, o której jedynie pamiętamy w kontekście „nie powtórzę tego więcej”.

A sukces niech was buduje. Sukces to nie tylko medal, progres. Sukcesem może być każdy solidnie i dobrze wypracowany dzień. Skończony trening, który wykonaliście na maksimum możliwości i oczywiście zgodnie z założeniami. To jest to wszystko, co uda ci się wykonać dobrze plus gratyfikacje za dodatkowe rzeczy. Bo dlaczego każdy dzień nie może być sukcesem?

My umniejszamy swoje osiągnięcia i sukcesy, a z błahych spraw robimy armagedon, który zaraz zniszczy świat i wszyscy zginiemy!

Chciałabym, abyście byli inteligentni i coraz bardziej profesjonalni. Ufali trenerom, bo ściąga to z was dość spory kawałek stresu i niepotrzebnego myślenia. Chciałabym żebyście potrafili doskonale czytać i rozumieć swoje ciało, swój organizm, po to by wiedzieć kiedy i jak odpoczywacie, a kiedy i jak znaczy mocno, szybko i kiedy dzieje się coś niepokojącego, co trzeba powiedzieć trenerom. Tak naprawdę tylko wy wiecie jak się czujecie, my nie jesteśmy w stanie wejść w wasze wnętrze i sprawdzić. My możemy obserwować i poznawać, żeby wychwycić ten zły moment. Jednak kiedy Wy nie powiecie szczerze i obiektywnie, że:

„tak, jestem zmęczony/a”

„źle się czuje”

„mam fatalny dzień, bo w nocy nie spałem/am”

I ukrywacie to co wam dolega, bo ambicja szaleje, to wbijacie sobie właśnie „gwoździa do trumny”.

Podsumowując pracujcie na 110% w odpowiedni jakościowy sposób, pamiętając czasem, że:

– lepiej ciut mniej jak za dużo

– dalej bądźcie szaleńcami, ale wyrozumiałymi dla siebie

– doceniajcie siebie

– rozmawiajcie z trenerami

– bądźcie mistrzami

– bądźcie profesjonalistami

– bawcie się tym i kochajcie to co robicie!

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

TĘSKNOTY MAŁE I DUŻE

TĘSKNOTY MAŁE I DUŻE

TĘSKNOTY MAŁE I DUŻE

 

Dziś taka głupota a może i nie. Cały czas jestem na walizkach, gdzieś tam zostawiam chłopaków na dłużej, na krócej, a jeśli wyjeżdżam to zwykle zostają w swoim domu, lub z tatą. Dziś zostawiłam J. U babci na wiosce niby nic takiego bo przecież to nie pierwszy raz, no i ma 5 lat, ale mimo wszystko. Cały dzień się dzielnie trzymałam pocieszałam młodego, bo to przeżycie olbrzymie. Oczywiście u babci jest super, oczywiście wrócę bardzo szybko, nie będziesz biegł za autem, bo niby dlaczego, nie położysz się na podłodze, nie będziesz krzyczał, dalej wrócę szybko, wrócę szybko, wrócę jak będzie Ci źle, wrócę, wrócę. Milion pięćset sto dziewięćset przytulaków, buziaków, tłumaczeń uśmieszków i obietnic. Zamknęłam drzwi od auta, radośnie pomachałam, cały dzień się pilnowałam, uśmiechałam, zerknęłam w lusterko nie pobiegł uff, a mi się wylały hektolitry bezgłośnych łez. Jak są w pakiecie jest super, choć czasem mega ciężko, głośno itd. Ale jak się dzielą to koszmar. Wiem, że wszystkie mamy maja tak samo… ale miękka dupa jestem. Mam nadzieję, że J. nie wyczuł moich mocno mieszanych uczuć…
I mimo, że wiem że wszystko będzie super, gdzieś ten smutek mnie dobija.

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

ZAPYTAM, BO CO MI SZKODZI.

ZAPYTAM, BO CO MI SZKODZI

Nie mogę powiedzieć żeby się nic nie działo, dlatego nie piszę. Czas też nie do końca jest tu przeszkodą, jestem nawet wypoczęta więc diabeł tkwi w … informacjach jakie chciałabym czy mogła wam przekazywać. Czasem napisze coś na szybko (średnio raz w tygodniu), ale potem się zastanawiam czy nie jest to za bardzo prywatne. Za chwile będzie to swoisty pamiętnik. W sumie to nawet nie znam was- odbiorców i ciężko jest określić czy jesteście usatysfakcjonowani tym, co pisze. Chodzi tu o treść nie o ilość , bo tym to nawet ja się nie jaram. Jeśli możecie to wspaniale byłoby gdybyście dali mi znać, w komentarzach lub mailowo, o czym chcielibyście czytać oraz czy forma pamiętnika jest również do przegryzienia. Postaram się wszystkie ewentualne uwagi i sugestie wprowadzić w życie, ale przede wszystkim to mam nadzieję, że takowe się znajdą. Zapraszam do dyskusji i wcale nie potrzebuje znać waszych imion, bardziej konstruktywna rozmowa będzie mile widziana i to ona wzbudzi moją największą ciekawość.
Tymczasem w następnym wpisie pozwolę sobie na prywatny wpis o rozstaniach.

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

Uczymy się całe życie

Uczymy się całe życie

Kongres Psychologii Sportu

Długo czekałam na możliwość wybrania się na Kongres Psychologii Sportu w Warszawce, ograniczały pieniądze i czas, ale udało się w końcu.
Dwa dni od rana do wieczora, zastrzyk wiedzy olbrzymi. Dużo kontrowersji, ale jak bardzo znaczących i przydatnych w naszej pracy. Jak dobrze i ciekawie prowadzone wykłady ohhhhh marzenie, aż się nie mogę doczekać kolejnego- już w październiku.
Wszędzie, gdzie widzę Wojtek Herra wiem, że to musi być dobre. Ile ten gość ma w sobie wiedzy, ile optymizmu i jak nim potrafi zarażać, to po prostu bajka.
Tak więc wszystkich, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej, nauczyć się czegoś nowego, otworzyć się trochę i poznać tę lepszą stronę funkcjonowania zapraszam i polecam.
Tak jak każdy nauczyciel, pedagog, pracownik w firmie, sportowiec, aby być coraz lepszym musimy się dokształcać.
Tak, dla niektórych najgorsze jest przyznać się przed samym sobą, że wszystkiego nie wiemy. A tak właśnie jest. Jesteśmy stosunkowo kompetentni w tym, co robimy, ale jak się nie dokształcamy, to nie jesteśmy w stanie dobrze prowadzić naszych podopiecznych.
Tak teoretycznie trener powinien być na bieżąco z nowinkami jego dyscypliny, powinien szukać najlepszych rozwiązań również tych technicznych. Powinien również dopuszczać zmiany w swojej pracy i być jak najbardziej elastycznym. dotyczy to również tego, co  mi osobiście sprawia największą trudność, ale daje radę, wpuszczenie w pewne obszary ludzi bardziej kompetentnych. Tak więc ja sobie takich z różnych dziedzin wynajduje, sprawdzam i wysyłam nasze dzieci dalej.
Świat idzie do przodu, dzisiejsza młodzież z pokolenia Y jest inna jak my czy nasi poprzednicy. Mają inne potrzeby i jeśli my będziemy zamknięci na to, czego potrzebują i kierowali się tylko tym, co było kiedyś i na to, co dla nas było dobre, to za daleko nie dojdziemy. W końcu zderzymy się ze ścianą.
Cieszę się, że informacje jakie otrzymałam na Kongresie pokazują, ze sposób w  jaki zarządzamy Klubem i współpracujemy z młodzieżą jest całkiem w porządku. Mimo  tego, że raczej bliżej mi do autokraty niż demokraty staram się dogadać z zawodnikiem. Oczywiście nie wchodząc w kompetencje trenerskie, czyli w naszych dyskusjach nie ma miejsca na podważanie autorytetu trenera oraz na tworzenie planu treningowego przez zawodników.
Nie będę się rozpisywała o czym był dokładnie Kongres, nie będę też pisała, co z niego na pewno zastosuje, a co wyrzucę, bo jakby nie było jest to w pewnym stopniu moja/ nasza tajemnica trenerska, a poza tym nie każdy zawodnik potrzebuje mieć wiedzę tego typu.
Zmierzam jedynie do tego, że musimy się uczyć. Praca trenerska jest podobna do pracy zawodnika, zawsze jest coś do zrobienia, zawsze jest coś do poprawienia, zawsze możemy zrobić inaczej, spróbować podziałać lepiej.
Chciałabym poruszyć jedną kwestię, po mocno kontrowersyjnym wykładzie, wszyscy wyszliśmy tacy “oooo matko i co teraz mamy robić?przeorganizować całe swoje życie?”
Po krótkiej analizie stwierdziłam, że przecież jak wielu psychologów tak wiele innych odmiennych poglądów. Jakby cel jest ten sam, ale dojście do niego totalnie inne. Ja na przykład byłam pod wielkim wrażeniem tego, co usłyszałam, ale jednocześnie wiem, że nie mogę, nie będę i nie pozwolę sobie zastosować takiego rodzaju pracy ze wszystkimi dziećmi. To też chyba zależy od osobowości, było dużo mówione o podmiotowości młodego człowieka i dziecka, ale uważam, że naprawdę czasem mogę i muszę podać gotowe rozwiązanie. Nie pozwolę sobie czekać 10 lat, aż młody gniewny zechce sam poznać, że jednak ta forma pracy, myślenia, podejścia jest lepsza i szybciej doprowadzi do rozwoju niż jego subiektywne odczucie rzeczywistości. W swoim zawodzie uważam za olbrzymi plus to, że tyle lat trenowałam, że spotkałam sporo ludzi na swojej drodze i nie zamierzam zostawić tego tylko dla siebie, zamierzam to wdrażać i pokazywać.
Tak więc nie zmieniam swojego światopoglądu po Kongresie, ale biorę to, co wydaje mi się najlepsze i dostosowuje do danego zawodnika. Nie ukrywajmy na każdego może zadziałać coś innego, nie z każdym należy gadać godzinami, nie każdemu trzeba mówić krok po kroku co ma robić, nie na wszystkich można krzyczeć, niektórym można dać przestrzeń, innym ta przestrzeń przeszkadza, ale to przecież oczywiste i to wiemy, bo znamy naszych zawodników. Wiemy co ich gryzie, wiemy jak się uczą, z czym mają trudności, wiemy czy się zakochali szczęśliwie czy nie, słuchamy grupy i każdego z osobna, kierujemy tym, obserwujemy. Wiemy komu pomagają rodzice, a za kogo wszystko robią, wiemy, widzimy kto potrzebuje nas bardziej, a kto nie, wiemy, kiedy jest moment “odcięcia pępowiny”
Wiemy, bo ich znamy.
Prawda?
Znacie swoich podopiecznych?
Ja wciąż staram się ich poznawać.

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

List do Anioła Stróża

List do Anioła Stróża

List do Anioła Stróża

Pewnie już milion razy wspominałam, że wokół mnie kręcą się dobrzy, fajni ludzie. Pełno małych duszków, które pomagają, nie tylko fizycznie, ale i mentalnie. Znając siebie pewnie nie za bardzo potrafię dziękować, tak słowami, ale staram się czasem przynajmniej jakoś tak czynami, coś tam zrobić, liczę że mi się udaje, choć w małym stopniu.
Bo są na miejscu, bo mam jak, mam okazję po prostu mogę.
Jest jednak pewien Pan, któremu nie podziękowałam, a jeśli to zrobiłam to w moim odczuciu za mało.
Ostatnio dość często o nim myślę, bo taki okres zimowy, taki czas, że jakoś tak to wraca.
Minęło dużo lat,a wciąż zbyt mało.
6 lat temu Pan Julian mnie odnalazł, do teraz nie wiem jak. Nie wiem skąd.Zadzwonił i poprosił o spotkanie. Pojechałam, bo i tak miałam wybrać się w rodzinne strony. Znałam go tyko z widzenia, był w pewnym stopniu dla mnie Legendą, surowym człowiekiem i zastanawiałam się co On chciałby ode mnie. Tyle. Pamiętam tylko, że zaproponował mi prace w Biegu Piastów, coś opowiadał, że potrzebuje pilnie kogoś do pracy z maluszkami na zawodach. (Jakie to jest urocze z perspektywy czasu). O nic nie pytał, był sobie po prostu- kawę chciał zawsze i zajmował strasznie dużo czasu. Non stop: chodź, pomóż, jak myślisz, zrób…pytał o pomoc, jak ja przecież ani nie myślałam wtedy.
Krok po kroku zdobywał sobie moje zaufanie, nie wiem kiedy wygonił mnie na narty. To były chyba najcięższe narty dla mnie…dziś doskonale pamiętam jakie to było uczucie, dopiero gdzieś po godzinie rozejrzałam się wokół siebie, nawet nie wiem gdzie byłam, po prostu sobie biegłam i to tak cholernie bolało wtedy!miałam mu za złe, że tam jestem, że mnie zmusił i nie rozumiałam po co.
Potem było lepiej, rozmawialiśmy dużo. Nigdy mnie nie oceniał, nie pytał tylko radził…radził jak wrócić do świata żywych i wyjść z tego dna, na którym postanowiłam zostać.
Nie pamiętam czasu w ogóle, staram się go odkopać w głowie, znaleźć jakieś inne info jak to tam było, pamiętam tylko uczucia, które mi tam towarzyszyły. Od tej goryczy, rozczarowania, złości, bezsilności, buntu, rozpaczy, nienawiści do samej siebie aż po spokój…taki głęboki oddech.
Panie Julianie nie wiem skąd Pan wiedział, jak mnie Pan znalazł, jak do mnie trafił, ale uratował mi Pan życie. To dzięki Panu wstałam i noszę się wysoko, w porównaniu gdzie byłam. To przez Pana jestem tu gdzie jestem i robię to co robię i jestem z tego cholernie dumna.
Nie potrafię dziękować jakoś tak, ale jest Pan moim Aniołem Stróżem.
Panie Julianie nie ma słów jakich mogłabym użyć żeby wyrazić wdzięczność i inne uczucia, ale to wszystko do czego doszłam i dojdziemy jeszcze to tak dla Pana. To trochę Pana zasługa, bez Pana nie odnalazłabym tej drogi. Wiem to na pewno, nigdy bym nie wróciła na narty. Nigdy.
Dziękuje! i przepraszam, że tak a nie osobiście.

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official