Z bucikami w kompetencje?!

Gdybym w wieku 17 lat wiedziała tyle, co mają 25 lat o treningu i pracy zawodnika, miałabym dużo lepsze wyniki…

Nie ma szans wiedzieć wszystkiego. Wydaje mi się, że nawet nie wieloletni staż, ale ciągły rozwój i otwartość na nowości, plus obserwacja i obiektywny kontakt z prowadzonym zawodnikiem sprawi, że już jako trenerzy będziemy mądrzejsi. Niemniej jednak przez 20 lat „pracy” w biathlonie po jednej i drugiej stronie lunety, plus ponad 20 lat doświadczenia mojego męża M. powoduje, że jakąś wiedzę posiadamy, a na pewno większą niż zawodnicy, których trenujemy. Dlatego wkurza mnie jak ktoś zaczyna mądrkować nie mając o tym zielonego pojęcia. Naprawdę zielonego, bo choćby zawodnicy namiętnie pogłębiali swoją wiedzę dzięki literaturze itp. ale nie tu tylko emocje- to co rządzi nastolatkami. Wiadomo jest to wliczone w „pracę”, taki skutek uboczny roboty z ludźmi, ale po to ten blog żebym mogla się wywnętrzyć i zostawić niepotrzebne za sobą i a nóż ktoś zrozumie i urwie przynajmniej rok mądrości.

Bo po to mamy trenera, żeby on za nas pisał plany i myślał co zrobić żeby było dobrze. Kiedy nas stopować, a kiedy cisnąć, bo w tym cholernie ciężkim zawodzie zawodnika, nie ważne czy młodego czy doświadczonego mamy tak wiele presji, że dodatkowe nakładanie sobie na głowę „kłopotu” w formie kombinowania na treningach, bo mi za lekko/za ciężko prowadzi do jednego- równi pochyłej w dół. Młodzi zawodnicy potrzebują ufać trenerowi, żeby jak najwięcej czerpali z treningów przyjemności, pasji, zabawy, żeby potrafili radzić sobie z presją, a starzy to wszystko, co wcześniej wymieniłam plus komfort psychiczny że „ON/ONA wie co dla mnie najlepsze, a moim zadaniem jest wykonać to najlepiej jak potrafię”. I koniec kropka.

Potem są tylko nieporozumienia, zgrzyty i chaos w grupie i w głowie zawodnika.

Pamiętajmy jedno, stwarzajmy sobie sytuacje komfortowe w życiu, nie róbmy pod górkę ani sobie ani nikomu innemu. JA uwielbiam swoich zawodników, są pięknie pokręceni, mają niesamowite charaktery i charakterki, są zmierźli, narzekają, śmieją się, bawią, kłócą, rządzą ale są moim nałogiem i NIE WYOBRAŻAM SOBIE ROBIĆ IM NA ZŁOŚĆ I SPECJALNIE ŹLE PROWADZIĆ (czy to oznacza takie, a nie inne dopasowanie do grupy treningowej, taki a nie inny rodzaj treningu, wybór grupy na zawody, wybór kto co otrzyma czy zwykły opiernicz lub jego brak.) Zwykle to wszystko uwarunkowane jest tym, co sobą reprezentuje zawodnik i nie tylko czy jest 1 w Polsce czy na świecie, ale tym w jaki sposób podchodzi do treningów. Emocje i uczucia do ludzi czyli nasz subiektywizm jest zawsze, ale nie jestem jedynym trenerem w grupie i w większości sytuacji podejmujemy wspólną przynajmniej 3głosową opinię w danym temacie…

NIE WYOBRAŻAM SOBIE RÓWNIEŻ, ze zawodnik zacznie „wchodzić z butami” w nasze kompetencje. Jak relacje z dzieciakami i młodzieżą mamy przyjacielskie tak pilnujemy granicy, aby trener pozostał trenerem, a zawodnik