Warunki fizyczne jako składowa wyniku w młodszej grupie

Czasem zastanawiam się czy nie lepiej było być zawodnikiem. W sumie praca zawodnika trudna i wymagająca, ale praca trenera hmm jaka no właśnie?- trudniejsza, bardziej męcząca, totalnie inna??? ciężko to jednoznacznie stwierdzić. Jedno jest pewne nudzić się nie da i są dni, że lepiej było startować:)

W jakimś tam stopniu nie jestem spełnionym zawodnikiem w szczególności dla osób z zewnątrz. Moje ego natomiast nie ma “ciśnienia” na spełnianie się więcej w tej roli. Wyszłam z założenia, że swoje kilometry wybiegałam i swoje wystrzelałam, teraz interesuje mnie wysiłek fizyczny, który sprawia, że się rozluźniam czyli np. rower, narty i rolki w szczególności klasyczne czy wycieczki w góry, ach no i oczywiście fitnessy rożnego typu jak jumping-, aqua- itp.

Za to mam nieodpartą pokusę trenować kogoś. Nawet nie dla stricte wyników, medali bla, bla, bla, ale dla przyglądania się jak młodzi ludzie, różnego typu, charakteru, z różnych środowisk radzą sobie z przezwyciężaniem własnych słabości. Brzmi to odrobinę sadystycznie. Czasami medal choćby złoty, zdobyty bez pokonania jakiejś bariery, granicy, bez tego czegoś, nie cieszy mnie tak, jak przedostatnie miejsce osoby, która zrobiła życiówkę strzelania i pobiegła 20% lepiej niż mogłaby w rzeczywistości. Wiadomo tu i tu jestem dumna. Oczywiście medal pozostaje medalem i jest czymś wyjątkowym, ale stawiam zawodnikom wyższe cele, między innymi pokonywanie siebie samego– to jest najszybsza droga do osiągnięcia celu, bo mówiąc prawdę, nie każdy w danym roku kalendarzowym może być najlepszy w Polsce.

I w tym miejscu nasuwa się kolejna myśl, jak to możliwe, przecież wszyscy tak samo trenujemy, tyle samo robimy itd. Otóż nie, nie ma szans, żeby każdy zrobił to samo, tyle samo czy tak samo. Raz że się nie da, a dwa że każdy organizm jest totalnie inny. Chcę w tym miejscu poruszyć tylko jedną kwestię, która dotyczy przede wszystkim dzieci w trakcie rozwoju fizycznego, a jak się za bardzo nie rozpiszę, to ruszę jeszcze myśl o ilości i jakości pracy.

Tak więc nie zaskoczę pisząc, ze każdy z nas dorasta i rozwija się w innym tempie. Żadna nowość, niczego nie odkryłam. Przykład do czego zmierzam- przyjmijmy że mamy w grupie 12- latka, który wygląda jak 15-latek i 14-latka wyglądającego jak 11-latek. Norma ktoś by powiedział, z tym że 14-latek ma parcie na wynik, a blokują go póki co warunki fizyczne, natomiast 12-latek ma do tego średni stosunek- tzn. “super jak się rozwijam, ale świat się nie kończy jak coś mi nie wyjdzie”. Wynika to też z rozwoju emocjonalnego, osobowości itp.

Taki 14-latek, trenujący już 3 lata, nie robiący wyników zaczyna się w pewnym stopniu frustrować. Koledzy “uciekają”, robią wyniki, a on niby zdolny, a tu nic a nic. Z perspektywy trenera, sytuacja nienadzwyczajna, bo ma chłopak czas, bo jeszcze nie urósł na tyle ile mógłby, jeszcze jego mięśnie nie są na tyle duże jak u rówieśników(nie wszystkich oczywiście), wystarczy że będzie solidnie trenował- odpowiednio do swoich warunków fizycznych i czekał. Łatwe, miłe i przyjemne, z tej strony. Co na to młody, ambitny umysł? Nie ma wyników, to znaczy że coś jest nie tak. “Jestem mało zdolny, trening jest do kitu, nic z tego nie będzie”. Dodatkowo dochodzą wyniki na zawodach, które nie są zadowalające. Przychodzi zniechęcenie, niedowierzanie w trenerów, w pracę, co za tym idzie rezygnacja z niej, rozleniwienie, bo po co? i tak to nie ma sensu…i tak właśnie zamyka się koło.Dochodzi jeszcze fakt, że dziecko jest ambitne, co jeszcze bardziej komplikuje sytuacje. Młody stawia sobie za wysokie cele, napina się, stara sobie i innym udowodnić “coś”, a to nigdy nie pomaga. Brak wiary, odpuszczanie treningów, niecierpliwość, zbyt wysoka ambicja i mamy komplet składający się na spacerującego, narzekającego zawodnika. Oczywiście nie robiącego wyników. No cóż złotego środka na taką sytuację nie ma. Niestety. Można rozmawiać, mobilizować, prosić, ale dopóki młody sam nie zrozumie, że narzekanie i kombinowanie nie przyniesie rezultatów i nie pozostawi “myślenia” trenerom, ciężko będzie cokolwiek wypracować. Trzeba stale trzymać kontakt z takim zawodnikiem i udowadniać mu, że będzie lepiej!

Czarna strona bycia trenerem.

Zmieńmy odrobinę sytuację. Odejmijmy czynnik psychologiczny. Nie ma napięcia, nie ma wysokiej ambicji, a zawodnik bezgranicznie wierzy w to, co mówi trener i czeka. Trenuje, wydolność wzrasta, trening strzelecki jest super! Mimo, że młody wątły, ale ogarnia karabin perfekcyjnie, a co najważniejsze startuje na zawodach z pewnym spokojem- “co ma być to będzie”. Strzela dobrze, co w kategorii młodzików pozwala zajmować mu coraz wyższe miejsca. Młody zaczyna nabierać pewności siebie i bęc- w końcu go wyciągnęło, jest jak pozostałe chłopaki, nie za wielki, nie za mały, nie za gruby, nie za chudy, ale wystarczająco wydolny, silny i stabilny. Trening się przenosi na zawody i pomału pnie się do góry. W wieku juniora jest usatysfakcjonowany, że się opłaciło czekać i wierzyć. Nie narzekać…

A co z kolegą, który był młodszy i wyrośnięty? może się zdarzyć tak, że za młodej kariery zdobędzie wszystkie możliwe trofea. Super! ale może się również rozleniwić? może! po co ma trenować więcej jak odpuszczał sobie, a i tak miał wyniki, to będzie tak samo…a tu cierpliwe chłopaki urosły, pracowali solidnie i nasz Mistrz zaczyna po prostu przegrywać i może zbyt wcześnie zakończyć swoją przygodę ze sportem.

Podałam dwa mocno skrajne przypadki, które są zapewne w każdym klubie większym i mniejszym. Po co?

Chciałabym, żeby każdy młody zawodnik zdawał sobie sprawę, że oprócz tego jak my trenujemy, pracujemy na nasz wynik wpływa to, jak wyglądamy i jak szybko się rozwijamy. Jeśli będziemy cierpliwi, nie będziemy maruderami, będziemy dostrzegać małe sukcesy, jesteśmy w stanie być lepsi i poprawiać się, przełamywać swoje słabości. Pamiętajmy, że chłopcy rosną do 21 roku życia, a dziewczynki mniej więcej do 18. Dajmy sobie czas, wiem że nie jest to miłe, jak inni zdobywają medale, mają wyniki, ale swoją złość i niezadowolenie przelejmy na trening. Tam jest miejsce i czas na to, by złe emocje pozostawić. A reszta?! bawmy się, cieszmy się, że możemy robić to, co sprawia nam choć trochę przyjemności. Nie zabierajmy sobie tego! Każde nasze narzekanie powoduje, że nasza samoocena spada. Nie cieszy nas wiele rzeczy, wręcz przeciwnie, większość nas drażni.

Jest mnóstwo rzeczy, które są ważniejsze niż  biathlon i wynik na skalę województwa czy nawet Polski. Jesteście dzieci kochane młode, traktujcie ten sport jako przygodę, pracujcie solidnie i nie nakładajcie sobie na barki więcej niż wam życie przynosi. A sport ten czy inny odwdzięczy wam się czy to wynikiem czy wspaniałymi wspomnieniami z młodych lat.

PS. ja rozpoczynałam biathlon w wieku 15 lat, do 18stki byłam ewentualną dostawką do sztafety, ale indywidualnie baaardzo słabo, byłam nawet po pierwszym roku kandydatką do wydalenia z klubu, a potem “przyszły” wyniki, po 3 ciężkich latach, ale były i opłaciło się!

Stwarzajcie sobie komfortowe sytuacje w życiu. Nie narzekajcie na szkołę (i tak się musicie uczyć), na pogodę (bywa naprawdę różna i kapryśna), na warunki mieszkaniowe, materialne na zgrupowaniach i nie tylko, grunt że z fajnymi ludźmi:) A jak ludzie nie są oki, to zmieńcie towarzystwo. Samo życie jest ciężkie, po co dodawać mu szarości.

Wszystko w waszych rękach, “jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”!

Ha ha od razu przypominają mi się wasze łóżka podczas zgrupowań:P

Oczywiście wyszło za długo, tak więc o jakości i ilości pracy w innym poście.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *