„Czas wolny” to pojęcie względne

Kiedyś „wpadł mi w ręce” artykuł o posiadaniu lub raczej nie posiadaniu czasu wolnego, zaczęłam się trochę nad tym zastanawiać czym tak naprawdę jest czas wolny. Co w moim, waszym życiu jest obowiązkiem, a co przyjemnością, a kiedy możemy powiedzieć, że mam czas wolny. hmm no i do końca nie jestem pewna czy ja w ogóle takowy posiadam.

Tak więc czas wolny, to jak dla mnie pojęcie względne, zależy jak na to popatrzeć.

Definicja „czasu wolnego”- czas którym dysponujmy po wykonaniu obowiązków takich jak nauka, praca, czynności związane z codziennym życiem. Tak więc teoretycznie nie mam czasu wolnego. Praktycznie raczej mam go dosyć sporo, mimo że kalendarz mam mocno napięty.

Od pewnego czasu priorytetem w moim życiu stało się spędzanie większej ilości czasu ze swoją rodziną. Banał, natomiast przy dwóch pracach, „prowadzeniu klubu”, organizowaniu wszystkiego co jest związane z jego funkcjonowaniem i funkcjonowaniem dzieciaków, ogarnianiem programów z grantami, szukaniem możliwości finansowych czy nawet głupotami typu utrzymanie porządku w domu, ugotowanie czegokolwiek, no to staje się wyczynem.

Tak więc patrząc na swój dzień od pobudki nierzadko o 5, a max 6:) i padnięciu na twarz ok 22, to pozostaje niewiele czasu na bycie ze swoimi chłopakami. Natomiast dajemy wspólnie radę, odrzucając na bok rzeczy mniej ważne, bądź włączając innych do tego, w czym mogą nas zastąpić, bo przecież nie jesteśmy nie do zastąpienia:)

I cudownie mi z tym przeświadczeniem, że świat się nie zawali jak mnie nie będzie w jakimś miejscu, a będą tam gdzie mnie i M. naprawdę potrzeba czyli w domu przy chłopakach i trochę razem.

Tak jest moi drodzy, im wcześniej zrozumiecie, że wiele rzeczy może funkcjonować bez was i to całkiem dobrze, tym lepiej dla Was a i wy sami będziecie „zdrowsi”.

Oczywiście to nie jest tak, że olewamy wszystko, ale naprawdę niekoniecznie muszę być na 3 treningach dziennie (ooo tak dziennie, nie w tygodniu) od 7 do 19, a na dwóch od 7 do 15.

Praca wielu trwa 8, może 12 godzin, a mi się czasami zdaje że nasza trwa 20 godzin, 7 dni w tygodniu…a to już chyba nieporozumienie, tym bardziej że 90% z tego czasu to są działania charytatywne:)

Dlatego też opuszczamy zawody typu Biathlon dla Każdego, gdzie nasza obecność jest zbędna, bo mogą zastąpić nas rodzice, bo możecie w ten sposób i wy spędzić z dzieciakami czas wolny.

Dlatego poszukujemy nowych trenerów, ludzi kompetentnych, którzy będą chcieli z nami współpracować i czasami zahaczyć TE weekendy.

Tak więc racjonalnie podzieliłam dzień na rzeczy obowiązkowe, hobby i na czas dla rodziny i wychodzi:

5:00-6:30 dzieci

6:30-16:00 praca- klub

16:00-19:00 dzieci i M.

19:00- 21:00 obowiązki domowe

21:00- 23:00 obowiązki praca/klub

A weekendy, hmm właśnie wracam z Komunii i nie pamiętam kiedy po raz ostatni tak wypoczęłam, 4 dni na uchodźstwie, ale i tak załatwiliśmy kilka spraw klubowych:)

Szczerze ciężko mi powiedzieć kiedy mieliśmy wolny weekend, tak dla siebie dla rodziny, więc oprócz tych które mamy zajęte ze względu na sprawy mega ważne, planuje mieć wolny weekend już wkrótce, bo 30.06-1.07 na roczek mojego Drugiego.

A jeśli ktokolwiek ma wątpliwości dlaczego „tak mało czasu” Wam poświęcamy, zapraszam do „naszego życia”- myślę, że spodobałoby się wielu z was.

tak kończę to pisanie dzień później z taka refleksją, że podane ramy czasowe są niekiedy o du… rozbić, bo dziś jak wyszłam po 7, tak wróciłam przed 19 (nie no godzinkę przelotem byłam w domu) opuszczając przy tym szczepienia młodego…

ach, a dla unaocznienia o czym mowa poniższa fotka, pokazująca nasz niezbędnik domowy- kalendarz.

PS. CHWALĘ SIĘ, NIE ŻALE!

podpowiadając, dni nie oznaczone to dni przeciętnego szaraczka:)

Wystarczy to tylko dobrze poukładać i „użyczać” dobre duszki.

Moi drodzy, takie mamy czasy, że pracuje się ponad czas etatowy, każdy z nas gdzieś pędzi, czegoś „więcej” potrzebuje, praktycznie każdy ma dzieci i kupę obowiązków, jesteśmy zmęczeni, sfrustrowani, czasem przez to się poddajemy, „zwalamy” winę na innych, kłócimy się…a ja mam dosyć spięć i bycia w ciągłym stresie.

Przewartościowuje się póki mogę, mam czas wolny i poświęcam go rodzinie i zajmuje się nimi. Daje przez to 190% siebie na treningach i w pracy, bo mam na to siły i chęci, bo jest to moje hobby i nie będę tego traktowała jak niechcianego obowiązku. Robię to co lubię, chce żeby tak zostało.

Ile sił w trenerze tyle w zawodnikach!

Kochani rodzice, nie jesteśmy wam potrzebni na zawodach BDK, na przełajach, które sami wyszukujecie, na innego typu zajęciach, które i tak będą nawet bez nas. Jesteśmy tam gdzie musimy pomagać, gdzie nasza obecność jest niezbędna. Nie musimy wciąż i wciąż kontrolować wasze dzieci, nakładać im presji, doskonale sobie sami poradzicie i oni też. Niech choć mają od nas trochę wolnego, a my od nich- żeby nie stało się to przykrym obowiązkiem, a było tym co naprawdę kochamy wspólnie robić.

Znajdźmy przysłowiowe 5 minut dla siebie i swój czas wolny. Róbmy to co kochamy nawet 12h dziennie, nie zapominając o tym, co naprawdę ważne.

A wy paskudy małe, uczcie się czerpać przyjemności i zostawiać sobie faktyczny czas wolny i to doceniajcie.

Cieszę się, że udało mi się wyskrobać trochę czasu i dodać ten wpis, choć kawki przy tym nie piłam 🙂

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *