Back to the past

Ostatnie 2 tygodnie obdarzyły mnie pokładach Energi, o której dawno zapomniałam oraz uczuć, o których nie było już mowy.

Miałam okazję „wrócić do przeszłości”, niestety. Nie chciałam się tam pchać, ale sama sobie pstryknęłam w nos.

Gdzieś głęboko ukryły się momenty z mojego życia, które świadomie wyrzuciłam z tu i teraz. Miały zostać „wykopane z mojego życia” na amen, a tu niespodzianka.

Peong Chang to było jedno z moich ulubionych miejsce na mapie biathlonowego życia, cieszyłam się, że mogę towarzyszyć sportowcom na Igrzyskach z punktu siedzenia, fotela. Było to całkiem dobre doświadczenie w moim życiu, udało się spotkać wielu cennych, wartościowych i miłych ludzi. Im z kolei udało się odkopać zasypane mlekiem i miodem, kupką niemowlaków, kolkami, „mamusiu wiesz co? – kocham cię”, karlikami i spełnionym życiem złe chwile zawodowego życia biathlonisty…

Zakopane głęboko w szufladce  umysłu „nie otwierać – toksyczne!!!” zostało uwolnione bez mojej wiedzy. Przez ten krótki okres uświadomiłam sobie, że nie pamiętam w ogóle sezonu 2011/2012 tak jakby go nie było, 2012/2013 był najgorsza rzeczą, która mnie w życiu spotkała więc niestety to pamiętam. Tak więc mogę krótko podsumować, że to co kochałam w sporcie skończyło się wiosną 2011…A biathlon wtedy dla mnie umarł, dopiero 2 lata później podjęłam mocno i długo odkładaną decyzję o tym, że już pora zakończyć ten rozdział życia. Nie żałuję że skończyłam, żałuję że tak późno, przez co na całe 5 lat (a w sumie 7) zapomniałam dlaczego tyle lat to robiłam. Dla jasności teoria była, ale bez tego czegoś.

Teraz wracając w pełnym ludzi pociągu do domu, obserwując co po niektórych chodzą mi po głowie różne myśli, targają mną silne uczucia, od smutku, żalu po w sumie pewnego rodzaju radość i spokój.

Do czego zmierzam, życie sportowca jest trudne, można dyskutować, że kosztuje to wiele wyrzeczeń, czasu poza domem, rozstania, niesprawiedliwość, oceny itd. Itd. A jakie jest życie poza sportem? Inne? Lżejsze?

Nieprawda, to życie jest takie samo, może bez „nagród” w formie medalu, gratyfikacji w postaci wyrzutów endorfin, wspaniałej kondycji, poczucia wolności, „slawy” itd.,ale równie ciężkie, zapracowane, pełne wyrzeczeń plus pełne odpowiedzialności nie tylko za własny tyłek, ale i za rodzinę, dzieci, podopiecznych i inne, w zależności, kto jakie życie prowadzi.

Oba jeśli w ogóle można tak dzielić są wyborem, naszym – własnym. I wtedy szczęśliwe i spełnione jak robimy to co kochamy i z tymi, których kochamy.

Dziś usłyszałam piękne i bardzo mądre słowa pewnego sportowca, to one przypomniały mi uczucie, dla którego byłam tak długo w sporcie. To on pozwolił mi w tym pełnym emocji czasie, czasie powrotu do przeszłości, odnaleźć to co było i jak się okazuje jest ważne w moim życiu… Pokazał, w chwili zwątpienia, że najlepszą decyzja mojego życia było zatrzymanie się w tamtym czasie i zresetowanie.Polecam posłuchać mądrej i zdystansowanej wypowiedzi kolegi skoczka.

https://www.facebook.com/EurosportPL/videos/1180698892061085/

Dziękuję Sylwii Dekiert za nieświadome uwolnienie zakneblowanych i związanych emocji. Mało kto potrafi sprawić że głos mi zadrży. W sumie dobrze jest temu stawić czoło i przeanalizować niekoniecznie na chłodno,ale będąc bardziej doświadczoną, spokojną i pełną życia osobą. Dzięki temu, że odżyły słuchałam Maćka i jestem w lepszym miejscu swojego i tak wspaniałego życia.

Nie żałuję, że zakończyłam nie wykorzystując całego swojego potencjału, żałuję że zakończyłam tak późno. Mam żal do siebie, że nie byłam na tyle silna żeby podjąć tą decyzję wcześniej, wtedy kiedy zaczęłam robić to, co chcieli inni a nie to, co było ze mną zgodne i dobre dla mnie. Bo każda sekunda mojego życia (i waszego też) jest ważna i cenna.

Banalnie napisze na koniec, żebyśmy cieszyli się tym co mamy i docenili to, pielęgnowali, a nie skupiali się na negatywach.

Dodaj komentarz