Pot, łzy i zmęczenie.

Pot, łzy i zmęczenie.

Pot, łzy i zmęczenie

Tak to jest w życiu sportowca, że aby coś osiągnąć trzeba wylać górę łez. Jedni wylewają w nocy do poduszki, inni już na treningach, jeszcze inni zamieniają łzy na złość, pozostali w śmiech, wariacje… Każdy inaczej znosi zmęczenie, wyczerpanie, ale jeśli się przykładamy, to nie ma osoby, która by tego nie odczuwała.

Im bardziej człowiek ekspresyjny, tym bardziej widać emocje na zewnątrz. Chłopcy nie płaczą, raczej się wycofują, jak mniej rozmawiają znaczy jest im ciężej. W sumie nie spotkałam faceta, który by tryskał głupawką po mega ciężkim treningu, oni idą odpoczywać, w różne sposoby czy to spanie, czy gadanie, czy komputer, ale nie reagują jak dziewczyny. Co nie znaczy że jest im łatwo. Emocje dusza w sobie. Tak czy inaczej czy to na zewnątrz czy wewnątrz jeśli nie pozostawione za sobą zwyczajnie zaczynają przeszkadzać. Robimy sobie zbędny balast… Rozmyślamy nad treningiem, ale nie na zasadzie jego analizy, ale „nie wytrzymałam/em, jestem słaby/a, nic z tego nie będzie, innym było łatwiej”, co to nam daje? Same zło – te myślenie zatrzymuje nasze działanie. Szczerze lepiej popłakać, zostawić te bezradność, bezsilność na treningu, lepiej się wkurzyć, albo „dobić ” i oczyścić głowę, lepiej wyśmiać się i nie myśleć, nie rozmawiać, nie drapać ran. Czasem tak musi być, że czujemy niemoc na treningu. Po tygodniu ciężkiej roboty  TAK MA BYĆ, a jak ktoś znosi dany trening lepiej, lub tego tak nie pokazuje to co nas to obchodzi?

Często jest tak, że bardziej sami siebie dobijamy własną ambicją, bo widzimy że ktoś jest mniej zmęczony, a my tacy dowaleni. A może po prostu inni należą do sangwiników i nie są stworzeni do pokazywania emocji… Co to za różnica dla nas czy ta druga osoba się nie zmęczyła? każdy pracuje na własne konto, każdy przed samym sobą „machnie” rachunek treningu stojąc na starcie. W rezultacie nie dotyczy to nas więc jeszcze raz, co to za różnica? . Chcesz ryczeć to rycz, krzycz, śmiej się, denerwuj byle zostawić to, co cię trzyma za sobą, nikt za ciebie tego nie zrobi. Byle wrócić do pokoju i mieć oazę spokoju, zająć się czymś innym, bo i w sporcie trzeba znaleźć równowagę. Wiemy, że ciężki trening pozostawia ślad w mięśniach, dlatego leczymy, gimnastykujemy się, wałkujemny, chodzimy na saunę, dobrze się odżywiamy, ale zwykle zapominamy że nasza głowa też pada ze zmęczenia… I musimy po prostu odpocząć. Znaleźć własne sposoby na walkę ze sobą, być pewnym że da się radę, a o resztę niech martwi się stróż- trener, który dostrzega czasem więcej niż nam się zdaje. „Łatwiej uwierzyć w siebie, gdy wierzy w nas ktoś drugi.”
Obozy zwykle nie są łatwe, tam się robi największą pracę… Obozy w gronie ludzi, których lubimy są znośniejsze, bo potrafimy psychicznie odpocząć, nawet jak mamy tylko te jedną bratnia duszę obok siebie.
Podsumowując „ból istnienia” i ból ciała po ciężkich obozach jest równie duży, a dobrego sportowca poznaje się po tym jak łyka swoje słabości, zagryza wargi i kończy trening i mimo okropnego zmęczenia jest przede wszystkim dla siebie wyrozumiały i zadowolony.
Patrząc na naszych zawodników, takich zmęczonych, walczących ze sobą na najcięższym treningu, w ostatni dzień mega obozu przetrwania (to był cytat:P) zobaczyłam coś co mnie rozczuliło-jeszcze hormony wariują 😛 wsparcie jakim się darzą moje dzieci, może to jednorazowe, a może i nie, ale pokazało że mają w sobie dużo empatii i doskonale rozumieją ból życia koleżanek /kolegów. Grupa– o to w tym chodzi. Nie depczemy siebie nawzajem, nie dobijamy, ale ciągniemy do góry, pod najstromszy podbieg naszego życia – nasze słabości.

„Ludzka siła wyrasta ze słabości.” Ralph Waldo Emerson

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

Absorbujące szczęścia

Absorbujące szczęścia

Absorbujące szczęścia

Zaczynając swoją przygodę z blogiem obiecałam sobie, że będę na bieżąco pisała. Początkowo myślałam o 5-10 wpisów na miesiąc, póki się nie rozkręcę. Czas (noszenie pod serduchem małej osóbki) wydawał się być idealny. Oczywiście jak to w moim wyidealizowanym świecie bywa, lekko się przeliczyłam:)

Czas był w ogóle nie trafiony. Oprócz normalnych przypadłości w moim życiu, czyli hobby i spędzania czasu z dzieciakami trzeba było „przygotować” dom do przywitania „drugiego”. Fizycznie zajęło to znów kupę czasu- oczywiście zabrakło tego czasu odrobinkę, a poza tym hmm… hormony, spokój, jeśli mogę to tak nazwać zabierały mi wszystkie myśli. Musiałbym pisać non stop o tym jak się czuje, jaka euforia we mnie drzemie, co się w danej chwili dzieje, a nie do końca (pewnie póki co) chce Was zapraszać do totalnie prywatnej części mojego życia.

To szczęście, które nas dopadło 😛 zabrało i zabiera niepotrzebne troski i zmartwienia. Nie mówię, że ich w ogóle nie ma, ale znów te priorytety się przekręciły! Dzieciaczki zmieniają życie, ale że każde po troszku jeszcze bardziej je przewraca do góry nogami, to nie wiedziałam:P

Cudowny chaos w głowie, trochę zmęczenia jest, ale jak zasypiam z J. tak jak wcześniej to niczym się nie przejmuje. Czekając na T. (drugiego) obawiałam się, że nie będę miała dla J. czasu, bo przecież on będąc brzdącem był rewelacyjny, grzeczny i w ogóle. Spodziewałam się , że T. da nam popalić, a póki co, to jest jeszcze grzeczniejszy…odpukać 😉 A J. uwielbia brata, nawet na nas krzyczy jak jego zdaniem za wolno do niego idziemy, za mocno głaszczemy itd.

Nawet w szpitalu było fajnie…nie wierzę, że to piszę:P Poród był mega zabawny, przy doborowym towarzystwie:) dzięki S. za głaskaczki i opiekę- nieocenione! no i M. za rewelacyjny wręcz karetkowy przejazd do szpitala.Nie wiem jak to napisać, ale zabraliście mi oboje 3/4 stresu, a 1/4 zostawiłam sobie na 10 minut końcówki:P tak więc brawo My:) takich przyjaciół ze świeczką szukać:)

Nie było mi pisane, a w sumie nam z mężusiem, być razem, w tej super chwili, ale duchem i sercem wiem, że byliśmy ze sobą:) cmok cmok dla cudownego tatusia:*

No właśnie, o czym może pisać szczęśliwa kobitka, o swoich szczęściach. 3 wspaniałych mężczyzn przy mnie, jeden troskliwszy od drugiego, choć każdego mam ochotę czasem ubić, ale jak popatrzę na nich z boku, to co ja więcej potrzebuje, chyba tylko żeby mnie bardziej absorbowali.

Pozbieram myśli do kupy w moim chaosie i będę pomału częściej wpadała, bo tyle tego jest, że aż segregować nie zdążam.

„Miłość jest zawsze chaotyczna. Gubisz się, tracisz trzeźwy osąd. Nie umiesz się bronić. Im większa miłość tym większy chaos.”

Jonathan Carroll

 

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official