Ludzie „duchy”

Ludzie „duchy”

Ludzie „duchy”

Zaczęliśmy z mężem pracę w Klubie 2013roku na jesień, taka mała reaktywacja, w nowym miejscu. Zamysł był troszkę inny niż obecna skala tego, co robimy. Chodzi mi między innymi o to, że chcieliśmy wyciągać dzieciaki z domów i pokazywać im nie tyle lepszą, co inną rzeczywistość,  może bardziej kolorową. Tak czy inaczej daleko nam było do tworzenia grupy, która będzie osiągała tak wspaniałe wyniki w Polsce, do otwierania klas sportowych, do posiadania Klubu z zawodnikami, których jest 70+…

Zaczynaliśmy sami, za darmo, nie zarabialiśmy i do tej pory nie zarabiamy wręcz przeciwnie czasem trzeba dołożyć, skąd nie mam pojęcia, ale się udaje:) Nasz Klub – Nasza Duma- Nasza Pasja. Wspaniale jest coś wspólnie budować, tym bardziej, że widzi się rezultaty i prognozy na przyszłość.

Pomału musieliśmy zacząć szukać ludzi do pomocy, bo im więcej dzieci tym więcej trenerów było potrzebnych. Jedyny problem to znalezienie trenerów, którzy by chcieli robić to tak jak my, czyli bez pieniążków. Udało się, byli zawodnicy Karlika spisywali się na medal przez pewien czas, bo później nam trenerka uciekła do Anglii, a trener znalazł pracę etatową- ale to co napracowali szacun i dziękujemy. Szukaliśmy dalej, łatwo nie było, ale się udało. Mamy ekipę, która pracuje pełną parą, poświęca się, znosi moje fochy(ze względu na jedną myśl treningową, ja sobie rządzę) i co najważniejsze chce się rozwijać i nadal pomagać. Są to ludzie, którzy się nie pokazują tak jak my, nie podpisują pod medalami itd. ale robią taką pracę, że bez nich nie dalibyśmy sobie rady! Tak więc nasi Trenerzy dziękujemy i mam nadzieję, że długo długo powspółpracujemy.

Są trenerzy, którzy ratują nas w sytuacjach bez wyjścia, od tak bo „why not”?

Jest fizjoterapeutka, na każde nasze zawołanie…aż brak słów jaka niezbędna i jak się poświęca.

Są też ludzie, którzy dokładają małe cegiełki do funkcjonowania klubu. Są tacy, którzy chcą być anonimowi, choć pomoc, jaką nas obdarzają jest nieopisana. Inni chyba robią to nieświadomie, ale dla ich komfortu nie będę wymieniała nazwisk.

Jednak w niektórych sytuacjach zorganizowanie transportu- bezcenne! Dziękujemy za wkład i za szybkie reakcje, bo nie rzadko moje „chcenie” czy potrzeba wynika nagle i na już.

Są tacy, którzy montują stronkę, wrzucają zdjęcia, pilnują aktualności, szukają sponsorów, przygotowują gadżety- totalnie za nic…do tego wysłuchują moich pytań i próśb typu: nie potrafię, nie działa, jak to zrobić? o każdej porze dnia i nocy i pomagają montować kosmiczne rzeczy, które akurat wpadną mi do głowy…

Inni wpłacają składki wyższe niż umówione…

Są i tacy, również zawodnicy i najbliżsi moi, którzy pomagają w opiece nad J. w różnych kryzysowych i nie tylko sytuacjach.

Wszystko po cichu, tak jakby ich nie było, jakby to nic nie znaczyło.

UKS Karlik założony przez 2 osoby, prowadzony i istniejący dzięki wielu WAM- ludziom duchom, anonimowym, cudownym, o których nikt nie mówi, których większość zna i nie zna tak naprawdę. Nie ma szans wam podziękować tak jakby się chciało.

Czasem jak piszę „dziękuje” to samej mi czegoś brakuje…Dlatego ten wpis. Kochani jesteście wielcy. Jeśli 2 osoby z pasji mogą stworzyć tak piękne przedsięwzięcie jakim są Karliki, to jak może to funkcjonować jak jest nas aż tylu!

Takie działania to niecodzienność! Dlatego godne uwagi.

 

Dziękujemy DUCHOM – Nasz Klub – Nasza Duma- Nasza Pasja

 

 

 

 

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

Absurdalne strachy…

Absurdalne strachy…

Absurdalne strachy…

 

Taki wpis o niczym, a mimo wszystko. Co zaprząta głowę, niekoniecznie znudzonej mamie, z drugim łobuzem w drodze. Oprócz myśli typu, byle był zdrowy, jaki będzie w ogóle? Plącze się szereg takich, które w jakimś stopniu porównują go do starszego „idealnego” J.

Im bliżej dnia, kiedy będzie nas 2+2 tym więcej myśli i skupienia nad J. Moje dziecko bardzo przeżywa to, że zostanie starszym bratem. Mam wrażenie, że ma zaplanowane kąpanie, karmienie, usypianie i wspólne zabawy oczywiście przez pryzmat samego siebie. Natomiast ja sama coraz bardziej obawiam się momentu powrotu z drugim. Zastanawiam się jak to będzie. Obecnie jest sielankowo, bo jakże zasypywana milionem buziaków, przytulaków i innych takich za chwilę może tego zabraknąć. Jak młody zareaguje faktycznie na fizyczne zjawienie się drugiego? Przecież siłą rzeczy będę poświęcała mu mniej, z i tak okrojonego czasu. Zmienią się codzienne rytuały, których nie jestem w stanie już teraz „przekręcać”. A co jak będzie zazdrosny? Pewnie i tak będzie, ale jak da się to wszystko ogarnąć, żeby nie zaburzyć jemu tej wyidealizowanej wizji braterstwa. Żeby nie czuł się odtrącony, mniej ważny itd. Miałam już z nim parę sytuacji, gdzie pokazywał jak mocno potrafi być zazdrosny… nie polecam. Dlatego rozmyślam jak ustrzec siebie, jego i rodzinę przed niepotrzebnymi napięciami i frustracjami.

W sumie wszelkie moje wyobrażenia spędzania tych kilku ostatnich miesięcy razem legły w gruzach. Wydawało mi się, że im dłużej będziemy we dwoje, będziemy się bawili, wygłupiali, uczyli, gotowali, sprzątali, krzyczeli i walczyli, to on w jakiś tam sposób… hmm jakby to ująć, no cóż myślałam, że „przeje mu” się mamusia, efekt- totalnie odwrotny. Jakby mógł wszedłby mi na głowę i tam sobie siedział. Podkreślę, że absolutnie mi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, to jest jak nałóg, moje dziecko jest nałogiem:). Nawet jak drugi daje popalić to J. mnie głaszcze po brzuszku, głowie, mówi „położysz się, przykryję cie kocykiem i zrobimy herbatkę” więc w gorszych chwilach mój 3latek jest opiekuńczy itd.

Jedyne co wymyśliłam to robić dalej wszystko z nim, łącznie z przygotowaniem ich kącika zabaw, wyborem mebelków itd. Niech ma w tym też swój udział. Poza tym ktoś, niestety wyleciało mi z głowy kto to był, poradził mi prezent dla J. od małego braciszka, po powrocie do domu. Ciekawa jestem jak wiele z mam kolejnych dzieci ma takie myśli, skąd one się biorą i jak radzicie sobie z podobnymi sytuacjami. Uczyli nas tego na studiach? Chyba ten dział ominęłam…

To chyba hormony tak działają, że małe, „nietypowe” problemy zaprzątają głowę  przyszłym mamom…

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

Ilość i jakość pracy wrogiem i sprzymierzeńcem zawodnika

Ilość i jakość pracy wrogiem i sprzymierzeńcem zawodnika

Ilość i jakość pracy wrogiem i sprzymierzeńcem zawodnika

 

Było o tym jak rozwój fizyczny wpływa na wyniki a teraz o tym jak ilość i jakość pracy przekłada się na to co zdobywamy.

W sporcie jak i w życiu nie zdarzają się dwa takie same przypadki, dwa takie same organizmy, tak samo reagujące na zmęczenie, tak samo się regenerujące dlatego ich praca jakościowa jak i ilościowa powinna się różnić. Wprawdzie przy licznych grupach treningowych (10+ na jednego trenera)  nie da się totalnie zindywidualizować pracy, ale można na podstawie obserwacji „posegregować” osoby, które powinny lub raczej mogłyby pracować na treningach razem i to oczywiście nie na wszystkich. Ogólnie rzecz biorąc chodzi mi o to, jak jakość naszej pracy przełoży się na wynik. Wybiorę sobie 3 osoby z tej samej kategorii wiekowej, o podobnych parametrach wydolnościowych, tempie biegu, sile(tylko podobnych). Trenują razem, wspólnie wykonują to co jest „zadane”, każdy teoretycznie trenuje tak samo i przychodzi do startów i co? No właśnie nie każdy ma takie same wyniki. „I to jest niesprawiedliwe”- usłyszymy na koniec od zawodnika, ja tyle trenuje i nie mam wyników, a on/ona… różne tego typu pretensje, skierowane teoretycznie w słuszną stronę do trenera, no bo jemu zaufaliśmy.

Co my na to? No więc będziesz się wykłócać? Nie ty wiesz swoje, oni swoje, bo przecież pracowali, czy faktycznie pracowali tak jak powinni? Ty jako trener wiesz, że nie każdy pracował tak samo:

  • jeden z nich w gorszych chwilach nie pojawiał się na treningach, odpuszczał bądź biegał w 150%
  • drugi był cały czas pracował 200% plus inne dodatkowe zajęcia, występy starty
  • ostatni trenował, słuchał, odpoczywał nie zawsze ale 85-90% pracy wykonanej

PO TAKIM SEZONIE NIE MA SZANS, ABY KAŻDY MIAŁ TAKI SAM= DOBRY WYNIK.

W takim razie, który ma największe szanse na stabilny sezon z życiowymi wynikami- trzeci oczywiście, ten co miał pracę zrównoważoną z odpoczynkiem.

Na chłodno dlaczego akurat ten a nie drugi, co pracował super?! ponieważ nie tylko ilość ale i jakość się liczy, pracy jak i odpoczynku, a pierwszy no cóż mimo wszystko trzeba pracować, aby osiągnąć wynik. Żeby to lepiej zrozumieć przyjrzyjmy się poniższym pytaniom.

ILOŚĆ:

– ile razy w sezonie przygotowawczym chorowałeś/aś?

– ile treningów opuściłeś/aś, bo były ważniejsze rzeczy?

– ile z tych opuszczonych treningów było naprawdę ważnych?

– co robiłeś po/przed pracą treningową?

– ile czasu poświęcałeś/aś na odpoczynek?

JAKOŚĆ:

– podczas ciężkich siłowych treningów czy przykładałeś/aś się w 100%?

– podczas szybkich treningów pracowałeś/aś w tych zakresach, w których należało? (szybko znaczy szybko, średnio to średnio, a wolno to nie tak, by wszystkich przegonić i być pierwszym…)

– podczas długich treningów czy biegałeś/aś cały czas czy „zdarzało się” przestać 1/3 treningu?

– jak wyglądał twój dzień wolny, dzień odpoczynku, regeneracji? Tak szczerze? Zdążyłeś odpocząć czy miałeś/aś ważniejsze rzeczy?

– ile razy startowałeś/aś czy trenowałeś/aś nie w pełni zdrowy/a ukrywając ten fakt przed trenerem?

– jak się odżywiałeś/aś, nawadniałeś?

– czy akurat podczas tego słabego startu dałeś//aś z siebie naprawdę wszystko?

– jak wyglądał twój odpoczynek?

Można by tak pytać i pytać, a nasz umysł jest zawodny w takich sytuacjach, nie pamięta wszystkiego, dlatego najlepszą bronią zawodnika i trenera są dzienniczki, w których widzimy i możemy sami przed sobą odpowiedzieć „czy nasza praca rzeczywiście ilościowo, a potem jakościowo była przybliżona do założeń?”.  Podkreślam trenując za mało nie zrobimy postępu, natomiast za dużo doprowadzimy nasz organizm do wyczerpania i może się tak zdarzyć, że nasze wyniki nie będą tragiczne, ale będą jednego dnia rewelacyjne innego zastraszająco słabe. Dlatego ważna jest RÓWNOWAGA w pracy.

Quality and Quantity – Balance Concept

Wiadomo, że nie wszelkie czynniki możemy wyeliminować, ale na wiele z nich możemy wpłynąć i im mniej błędów popełnimy w trakcie przygotowania tym lepiej będziemy „wyglądali” podczas zawodów.

Specjalnie ominęłam tutaj czynnik charakterologiczny, który również mocno wpływa na wyniki zawodów, klimat i otoczenia jakie stwarzamy bądź stwarzają wokół nas jest niezaprzeczalnie ważny w szczególności w biathlonie, ale to w kolejnym wpisie.

Zawodnicy mają wątpliwości, nie zawsze łatwo im zaufać czy uwierzyć w plan trenera, w szczególności jak nie wychodzi. Zaczynają wtedy szukać winnych w trenerach, sprzęcie itd. Niemniej jednak gdyby każdy trenujący przynajmniej raz w sezonie odpowie sobie na powyższe pytania – szczerze, nie przed trenerem, mama, przyjaciółką, ale przed sobą, mógłby oszczędzić sobie nerwów i frustracji i może wyciągnąć lepsze/inne wnioski na przyszłe sezony. W tym miejscu należy podkreślić również, że warto przypomnieć sobie przy takim „rachunku pracy” ile razy trener/trenerka dzwonili czy pisali z info „gdzie jesteś? Czemu cię nie było dzisiaj?” lub mówili „wolniej”, „szybciej”, „odpoczywaj”, „pij”, „słuchaj”, „ucz się” itd. Itd. I czy w ogóle?! Dlaczego tak? Lepszy trener, który się nie czepia? Nie, absolutnie nie! Jak trener nie zwraca na ciebie uwagi, nie poprawia, nie drąży tematów, nie pyta, to znaczy że mu na tobie nie zależy, bądź jest już „wypalony”. Absolutnie nie mówię tu o trenerach, którzy bezustannie krytykują zawodnika i zwalają tylko na niego winę, nie patrząc na swoje błędy. Bo trener to też człowiek i może się pomylić, nie mylić się cały czas, ale pomylić się i szukać rozwiązania. Może zabrzmi to śmiesznie, ale dyskusja z zawodnikiem ma sens w szczególności z takim, który przychodzi i ma konkrety- np. większość odpowiedzi na w/w pytania podparte argumentami- zapisami w dzienniczku, bądź takim, który chce się czegoś nauczyć.  Zawodnik jak i trener mogą się mylić, liczby, notatki, badania też, ale już w mniejszym stopniu. Prowadźmy dzienniczki, aby udowadniać sobie przede wszystkim, że zrobiliśmy to, co do nas należało. Bądźmy wobec siebie surowi i nie dawajmy się ponosić zbędnym emocjom.

To, co napisane jest skarbnicą naszej wiedzy i naszej siły oraz drogą do kreatywnej dyskusji, dyskusji nawet z sobą przed lustrem, a jakość i ilość pracy powinna być tylko i wyłącznie naszym sprzymierzeńcem!

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

Warunki fizyczne jako składowa wyniku w młodszej grupie

Warunki fizyczne jako składowa wyniku w młodszej grupie

Warunki fizyczne jako składowa wyniku w młodszej grupie

 

Czasem zastanawiam się czy nie lepiej było być zawodnikiem. W sumie praca zawodnika trudna i wymagająca, ale praca trenera hmm jaka no właśnie?- trudniejsza, bardziej męcząca, totalnie inna??? ciężko to jednoznacznie stwierdzić. Jedno jest pewne nudzić się nie da i są dni, że lepiej było startować:)

W jakimś tam stopniu nie jestem spełnionym zawodnikiem w szczególności dla osób z zewnątrz. Moje ego natomiast nie ma „ciśnienia” na spełnianie się więcej w tej roli. Wyszłam z założenia, że swoje kilometry wybiegałam i swoje wystrzelałam, teraz interesuje mnie wysiłek fizyczny, który sprawia, że się rozluźniam czyli np. rower, narty i rolki w szczególności klasyczne czy wycieczki w góry, ach no i oczywiście fitnessy rożnego typu jak jumping-, aqua- itp.

Za to mam nieodpartą pokusę trenować kogoś. Nawet nie dla stricte wyników, medali bla, bla, bla, ale dla przyglądania się jak młodzi ludzie, różnego typu, charakteru, z różnych środowisk radzą sobie z przezwyciężaniem własnych słabości. Brzmi to odrobinę sadystycznie. Czasami medal choćby złoty, zdobyty bez pokonania jakiejś bariery, granicy, bez tego czegoś, nie cieszy mnie tak, jak przedostatnie miejsce osoby, która zrobiła życiówkę strzelania i pobiegła 20% lepiej niż mogłaby w rzeczywistości. Wiadomo tu i tu jestem dumna. Oczywiście medal pozostaje medalem i jest czymś wyjątkowym, ale stawiam zawodnikom wyższe cele, między innymi pokonywanie siebie samego– to jest najszybsza droga do osiągnięcia celu, bo mówiąc prawdę, nie każdy w danym roku kalendarzowym może być najlepszy w Polsce.

I w tym miejscu nasuwa się kolejna myśl, jak to możliwe, przecież wszyscy tak samo trenujemy, tyle samo robimy itd. Otóż nie, nie ma szans, żeby każdy zrobił to samo, tyle samo czy tak samo. Raz że się nie da, a dwa że każdy organizm jest totalnie inny. Chcę w tym miejscu poruszyć tylko jedną kwestię, która dotyczy przede wszystkim dzieci w trakcie rozwoju fizycznego, a jak się za bardzo nie rozpiszę, to ruszę jeszcze myśl o ilości i jakości pracy.

Tak więc nie zaskoczę pisząc, ze każdy z nas dorasta i rozwija się w innym tempie. Żadna nowość, niczego nie odkryłam. Przykład do czego zmierzam- przyjmijmy że mamy w grupie 12- latka, który wygląda jak 15-latek i 14-latka wyglądającego jak 11-latek. Norma ktoś by powiedział, z tym że 14-latek ma parcie na wynik, a blokują go póki co warunki fizyczne, natomiast 12-latek ma do tego średni stosunek- tzn. „super jak się rozwijam, ale świat się nie kończy jak coś mi nie wyjdzie”. Wynika to też z rozwoju emocjonalnego, osobowości itp.

Taki 14-latek, trenujący już 3 lata, nie robiący wyników zaczyna się w pewnym stopniu frustrować. Koledzy „uciekają”, robią wyniki, a on niby zdolny, a tu nic a nic. Z perspektywy trenera, sytuacja nienadzwyczajna, bo ma chłopak czas, bo jeszcze nie urósł na tyle ile mógłby, jeszcze jego mięśnie nie są na tyle duże jak u rówieśników(nie wszystkich oczywiście), wystarczy że będzie solidnie trenował- odpowiednio do swoich warunków fizycznych i czekał. Łatwe, miłe i przyjemne, z tej strony. Co na to młody, ambitny umysł? Nie ma wyników, to znaczy że coś jest nie tak. „Jestem mało zdolny, trening jest do kitu, nic z tego nie będzie”. Dodatkowo dochodzą wyniki na zawodach, które nie są zadowalające. Przychodzi zniechęcenie, niedowierzanie w trenerów, w pracę, co za tym idzie rezygnacja z niej, rozleniwienie, bo po co? i tak to nie ma sensu…i tak właśnie zamyka się koło.Dochodzi jeszcze fakt, że dziecko jest ambitne, co jeszcze bardziej komplikuje sytuacje. Młody stawia sobie za wysokie cele, napina się, stara sobie i innym udowodnić „coś”, a to nigdy nie pomaga. Brak wiary, odpuszczanie treningów, niecierpliwość, zbyt wysoka ambicja i mamy komplet składający się na spacerującego, narzekającego zawodnika. Oczywiście nie robiącego wyników. No cóż złotego środka na taką sytuację nie ma. Niestety. Można rozmawiać, mobilizować, prosić, ale dopóki młody sam nie zrozumie, że narzekanie i kombinowanie nie przyniesie rezultatów i nie pozostawi „myślenia” trenerom, ciężko będzie cokolwiek wypracować. Trzeba stale trzymać kontakt z takim zawodnikiem i udowadniać mu, że będzie lepiej!

Czarna strona bycia trenerem.

Zmieńmy odrobinę sytuację. Odejmijmy czynnik psychologiczny. Nie ma napięcia, nie ma wysokiej ambicji, a zawodnik bezgranicznie wierzy w to, co mówi trener i czeka. Trenuje, wydolność wzrasta, trening strzelecki jest super! Mimo, że młody wątły, ale ogarnia karabin perfekcyjnie, a co najważniejsze startuje na zawodach z pewnym spokojem- „co ma być to będzie”. Strzela dobrze, co w kategorii młodzików pozwala zajmować mu coraz wyższe miejsca. Młody zaczyna nabierać pewności siebie i bęc- w końcu go wyciągnęło, jest jak pozostałe chłopaki, nie za wielki, nie za mały, nie za gruby, nie za chudy, ale wystarczająco wydolny, silny i stabilny. Trening się przenosi na zawody i pomału pnie się do góry. W wieku juniora jest usatysfakcjonowany, że się opłaciło czekać i wierzyć. Nie narzekać…

A co z kolegą, który był młodszy i wyrośnięty? może się zdarzyć tak, że za młodej kariery zdobędzie wszystkie możliwe trofea. Super! ale może się również rozleniwić? może! po co ma trenować więcej jak odpuszczał sobie, a i tak miał wyniki, to będzie tak samo…a tu cierpliwe chłopaki urosły, pracowali solidnie i nasz Mistrz zaczyna po prostu przegrywać i może zbyt wcześnie zakończyć swoją przygodę ze sportem.

Podałam dwa mocno skrajne przypadki, które są zapewne w każdym klubie większym i mniejszym. Po co?

Chciałabym, żeby każdy młody zawodnik zdawał sobie sprawę, że oprócz tego jak my trenujemy, pracujemy na nasz wynik wpływa to, jak wyglądamy i jak szybko się rozwijamy. Jeśli będziemy cierpliwi, nie będziemy maruderami, będziemy dostrzegać małe sukcesy, jesteśmy w stanie być lepsi i poprawiać się, przełamywać swoje słabości. Pamiętajmy, że chłopcy rosną do 21 roku życia, a dziewczynki mniej więcej do 18. Dajmy sobie czas, wiem że nie jest to miłe, jak inni zdobywają medale, mają wyniki, ale swoją złość i niezadowolenie przelejmy na trening. Tam jest miejsce i czas na to, by złe emocje pozostawić. A reszta?! bawmy się, cieszmy się, że możemy robić to, co sprawia nam choć trochę przyjemności. Nie zabierajmy sobie tego! Każde nasze narzekanie powoduje, że nasza samoocena spada. Nie cieszy nas wiele rzeczy, wręcz przeciwnie, większość nas drażni.

Jest mnóstwo rzeczy, które są ważniejsze niż  biathlon i wynik na skalę województwa czy nawet Polski. Jesteście dzieci kochane młode, traktujcie ten sport jako przygodę, pracujcie solidnie i nie nakładajcie sobie na barki więcej niż wam życie przynosi. A sport ten czy inny odwdzięczy wam się czy to wynikiem czy wspaniałymi wspomnieniami z młodych lat.

PS. ja rozpoczynałam biathlon w wieku 15 lat, do 18stki byłam ewentualną dostawką do sztafety, ale indywidualnie baaardzo słabo, byłam nawet po pierwszym roku kandydatką do wydalenia z klubu, a potem „przyszły” wyniki, po 3 ciężkich latach, ale były i opłaciło się!

Stwarzajcie sobie komfortowe sytuacje w życiu. Nie narzekajcie na szkołę (i tak się musicie uczyć), na pogodę (bywa naprawdę różna i kapryśna), na warunki mieszkaniowe, materialne na zgrupowaniach i nie tylko, grunt że z fajnymi ludźmi:) A jak ludzie nie są oki, to zmieńcie towarzystwo. Samo życie jest ciężkie, po co dodawać mu szarości.

Wszystko w waszych rękach, „jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”!

Ha ha od razu przypominają mi się wasze łóżka podczas zgrupowań:P

Oczywiście wyszło za długo, tak więc o jakości i ilości pracy w innym poście.

 

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

Stabilizacja- niezbędna praca pełna frustracji!

Stabilizacja- niezbędna praca pełna frustracji!

Stabilizacja- niezbędna praca pełna frustracji!

Stabilizacja to praca nad mięśniami głębokimi, czyli takimi które tworzą gorset mięśniowy, a ich rola polega na kontroli naszego centrum ciała (region miedniczo-lędźwiowy) w statyce jak i dynamice. Po co je wzmacniać? Do czego są potrzebne? Co o tym myślę z perspektywy byłego kontuzjowanego zawodnika i trenera? To tematy, które chciałabym poruszyć.

To dzięki naszym mięśniom głębokim możemy wykonać prawidłowy ruch nie przeciążając przy tym kręgosłupa. One same, nieświadomie powinny się „włączać” przed wykonaniem jakiegoś ruchu- użyciem dużych partii mięśniowych. Oznacza to, że osoby które nie są stabilne wykonują błędny ruch, najpierw używają dużych grup mięśniowych, a dopiero potem szukają stabilizacji, co powoduje różnego typu przeciążenia. My wtedy możemy zaobserwować wady postawy, jakie? tak najprościej: brzuch wypięty do przodu, pupa cofnięta, głowa za bardzo do przodu.

Mięśniami, które odgrywają główną rolę w tym mechanizmie czyli mięśniami głębokimi, są:

  • mięsień poprzeczny brzucha (tworzy pas wokół talii);
  • mięsień wielodzielny (głęboki mięsień przykręgosłupowy);
  • mięsień skośny wewnętrzny brzucha (leży na mięśniu poprzecznym);
  • mięśnie dna miednicy (wyściełają miednicę od dołu);
  • przepona (główny mięsień oddechowy, oddziela jamę brzuszną od jamy klatki piersiowej).

Prawidłowo funkcjonujące tworzą rodzaj cylindra, nadając odpowiednią stabilność dla okolicy dolnego tułowia.

Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że nie widzimy tych mięśni, nie zdajemy sobie sprawy, że one istnieją (mówię tu o szarym człowieku, nie tym który studiuje anatomię) i po prostu nie potrafimy nimi pracować. Z doświadczenia wiem, że bardzo ciężko jest „znaleźć” je w swoim umyśle i umiejscowić w ciele, tak by spróbować je napiąć. Mniej więcej można powiedzieć, że musimy nauczyć się tak pracować brzuchem (zbliżać pępek do kręgosłupa) i nie napinać przy tym dużych partii mięśniowych- czyli tego co sobie zwykle rzeźbimy. Powiem tak- kosmos! Mi to zajęło prawie miesiąc… Jak już potrafimy poruszać nogami nie ruszając tułowiem jest super! I jesteśmy na prostej…:)

My sportowcy pracujemy nad mięśniami z dwóch powodów:

  • po pierwsze – zmniejszamy ryzyko urazów
  • po drugie – optymalizujemy osiągi,

Ciekawostka bez działania tych mięśni tułów nie bylibyśmy zdolni ani chodzić, ani nawet unieść szklanki do ust.

Dlatego to nie ćwiczenia tylko dla sportowców🙂

Dobry core (stabilność mięśni głębokich) powoduje, że ruch jest prawidłowo wykonywany (przez odpowiedzialne za niego partie mięśniowe), co automatycznie podtrzymuje efektywność naszej pracy- bo energia, siła nie są marnowane na inną niepotrzebną w danej chwil robotę. Poza tym dyskomfort, zmęczenie odczuwamy znacznie później,

Trening centralnej stabilizacji powinien być stałym elementem treningu biathlonistów. Początkowo każdy powinien się nauczyć „czytać” swoje mięśnie i wykonywać dane ruchy w statyce, a potem dopiero wprowadzać ćwiczenia dynamiczne. Ze względu na wykorzystanie wielu grup mięśniowych w podczas uprawniania biathlonu łatwo znaleźć ćwiczenia nam potrzebne, czyli takie, które zawierają elementy pozycji i ruchu charakterystycznego dla jazdy na nartach i pozycji strzeleckich.

My biathloniści musimy ograniczyć zbędne ruchy tułowia oraz skręcanie miednicy przy dopchnięciu narty.

Co ważne podczas prawidłowo wykonywanego ruchu nie powinniśmy odczuwać bólu, nie mówię tu o bólu zmęczeniowym, lub tym który występuje, gdy czegoś nie potrafimy, ale bólu, którego ewidentnie nie powinno być. Ja sobie nazwałam ten ból „kontuzyjnym”, znałam go doskonale, jest specyficzny i kojarzy się z kłuciem w miejscu o którym nie mieliśmy wcześniej pojęcia(bo przecież teoretycznie tam nic nie ma).

Najważniejsza jest prawidłowa technika wykonywania ćwiczeń, należy więc precyzyjnie stosować się do wskazówek dotyczących ich wykonania.

Mi doskwierała kontuzja prawie 7 lat, na koniec ból był nie do zniesienia, a miałam za sobą zrobione rezonanse chyba wszystkiego, tomografię kręgosłupa…nic masakra. Potem nagle 3 miesiące odstawienia treningów i praca nad stabilizacją(początki to rozluźnienia napięć, nauka napinania brzucha:P) i pyk jak ręką odjął. No poniosło mnie, po prostu przestało boleć, a jak wracało, to już wiedziałam co robić, aby to naprawić. Ujęłam to w kilku zdaniach, niestety nie jest to takie proste. Praca ta jest cholernie ciężka! Nie tylko fizycznie, to jest praca, która wykańcza psychicznie. W normalnym treningu widzisz efekty, umiesz coś, przynajmniej trochę, a tu…ble okazuje się że nic nie potrafisz, bo nawet jak ci się wydaje, to tylko ci się wydaje. Jest ciężko, twój świat wartości i oceny samego siebie jest mocno naruszony, świadomość tego, że inni super trenują, a ty siedzisz i robisz bezsensowne ćwiczenie 5 razy w tyg. po 2 godz. Jest to po prostu smutne…Natomiast potem jest inaczej. Przychodzi czas, że w końcu możesz więcej i okazuje się, że robisz to 100% bardziej efektywnie! Nie męczysz się tak, ubywa ci trasy, nie boli cię, jesteś po prostu lepszy. Powiem tak, ja przepłakałam 2 miesiące, każde zajęcia robiłam z zaciśniętymi zębami, a łzy leciały mi po policzku strumieniami. Cały czas słyszałam „jeszcze nie możesz więcej, spokojnie, nie spiesz się, jeszcze nie potrafisz”…wytrwałam, naprawiłam siebie, swoje ciało, ostatni miesiąc to były skoki do góry nie mini tiptopki i stanie w miejscu, ale naprawdę musiałam zrozumieć tę pracę i się jej poświęcić. Wiem, że to boli, wiem, że teraz wam moi drodzy będzie ciężko na treningach, ale wiem również, że po tym będziecie lepsi, a bez tego, źli nie, ale słabsi od siebie samych tak wiec zacisnąć zęby, zanudzić się, narzekać w myślach, ale słuchać jak to wykonać i pracować, pracować. Potem wasze ciało będzie waszym przyjacielem i pokaże wam nowe możliwości.

Wzmacniajmy te mięśnie póki jest to profilaktyka!

Najfajniejsze jest to, że efekty treningu core można wykorzystać nie tylko podczas uprawiania sportu, ale i w codziennym życiu i one naprawdę przynoszą korzyści wszystkim. Ba nawet mój tato, co mnie wprawiło w osłupienie zaczął pracować nad stabilizacją.

Cieszę się, że trafił do mądrego lekarza.

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official