Personal space

Personal space

Personal space

Jest taki czas każdego zawodnika, który mógłby nazywać się świętym.
Czas-dzień, przeddzień startu. Ciężko inaczej to nazwać, to jest czas, gdzie nasza energia powinna być dobrze spożytkowana. Moment, gdzie zwiewamy od wampirów, a otaczamy się tym, co dla nas jest po prostu najodpowiedniejsze.
Kiedyś los podarował mi na krótki moment obcowanie z bardzo mądrym Panem. Ten Pan zwrócił mi właśnie na to uwagę, na rzeczy jak dla mnie wtedy totalnie nieistotne, a jak się potem okazało podstawowe i jak teraz na to patrzę niezbędne w przygotowaniu się każdego zawodnika.
Każdy z nas ma swoich Aniołów Stróżów, przyjaciół, kumpli, siski, ludzi którzy nas drażnią, denerwują, zabieraj czas i po prostu męczą. Tych ostatnich często nawet lubimy, ale w niektórych momentach–„serio, no daj żyć”, albo czujemy się przez nich mocno „przygnieceni”. Od tych po prostu zwiewajmy!
Najważniejsze to organizować sobie czas i miejsce tak, żeby nikogo nie drażnić i samemu się nie poddawać takim sytuacjom.
Na pozór łatwe, a w praktyce niezmiernie ciężkie, a czasem nie do wykonania.
Często nasze przygotowania do startu kończą się złym zrozumieniem osób, które nas otaczają.
To chyba zależy od temperamentu i prostego niedogadania się nawzajem, a czasem braku życzliwości, zazdrości, braku empatii (to o czym teraz napisałam nie dotyczy moich aniołków, myślę że problem tkwił w komunikacji😁)
Tyle emocji, charakterów, myśli ile ludzi, a kobiet uhuhuhu.
Dlatego moi drodzy wasz „święty czas” spędzacie tak jak wy chcecie, biorąc pod uwagę potrzeby innych i nie wchodząc w ich osobista strefę.
Przykład 5 dziewczyn, jedna do startu musi się drzeć jak opatrzona, śpiewać, tańczyć itp, 2. idzie spać, 3. to by coś zjadła, 4. posłuchał muzyki, a 5. to w ogóle ma minę jakby ktoś jej popsuł zabawkę i była tu za karę… I mieszkają w jednym pokoju. Czy da się to rozdzielić? Tak aby każda była zadowolona i mentalnie przygotowana do startu?
Jasne że tak, krzycząca szuka drugiej ryczącej i idą śpiewać daleko 🙂 ta co je zjada po cichu żeby nie budzić śpiącej, a słuchająca muzyki robi to na słuchawkach. A ostatnią po prostu olewamy i jej jest też z tym oki.
Easy… nie zawsze i nie dla każdego, ale do zrobienia.
Moim pragnieniem byłoby, aby każdy w dniu startu zajął się sobą, był świadomy swoich potrzeb, a w tym wszystkim nie przeszkadzał innym i nie wczuwał się zbytnio w „fochy” i udziwnienia pozostałych.
Bo to nasz „święty czas”, czas największych dziwactw, gadania ze sobą samym, burzowych min, tańców, nerwów i chilloutów, treningów mentalnych, leżenia na schodach, sztuka odnalezienia własnego miejsca w chaosie.
A najlepsi, najwięksi profesjonaliści potrafią ten czas idealnie zaprogramować i działać w nim jak małe komputerki.
Detal.
Jeden z bardziej istotnych.
Znajdź swoją przestrzeń.
Wykorzystaj chwilę.

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

Na walizkach

Na walizkach

Z całego sportowego życia najbardziej nie znosiłam pakowania i rozpakowywania. W ostatnich latach miałam nawet zrobioną „wspaniałą listę”- RZECZY NA OBÓZ i jak robot wsadzałam do niezliczonej ilości toreb, plecaków woreczków, reklamóweczek to, co tam było napisane.Przynajmniej o niczym nie zapominałam.

Teraz nie pakuje siebie samą, tylko ja plus 3 (M. też rzadko się pakuje sam, z braku czasu, natomiast zawsze mnie opiernicza, że zabrałam jak zwykle za dużo! Lepiej nosić niż się prosić.)

Listy niestety nie mogę zrobić, bo + 2 ewoluują i co wyjazd jest coś nowego więc nawet by nie spełniała swojego zadania.

Tak jak patrząc od grudnia to w domu byłam rzadko, zaliczyłam chyba każdy styczniowy weekend na wyjeździe, luty jest i będzie podobny…

I co w związku z tym, no tyle że mógłby ktoś powiedzieć i po co ci/ Wam to? no właśnie, o my to lubimy. Nie wszystko, co wiąże się z nasza pasją, jest przyjemne, nie wszystko lekkie i miłe, ale w całokształcie, na samym końcu jest to do czego dążymy, co chcemy osiągnąć.

spróbuje dziś trochę inaczej to opisać, pokazać, bo czasem słowa są zbędne, a zdjęcia mogą przekazać więcej.

Tym samym zapraszam do foto-lektury, co w życiu trenera jest najważniejsze/najcenniejsze.

taki On

ten wie i zrozumie, kto był tuż tuż i się musiał zatrzymać

małe wielkie szczęścia

work,work- work

z serii „Moje ulubione”

taki joke

słuchając

smal children

pierwszy i nie ostatni raz widziałam jak nogi się uginały ze zmęczenia

komu się trzęsły bardziej?

 

team

step by step

ideolo

🙂

laski z karabinami

„Moje ulubione”

Anioł Stróż

łzy, walka, szacunek, zrozumienie,oparcie

hapiness is easy

hug hug hug

efekty

stójka

hapiness

moje „bałwanki”

momenty

progress

trochę nas

praca nad każdym ruchem

czasem przydatny

good people

podziw/ niezrozumienie

małe szczęścia

  dreams come true

crazole

nowe pomysły

nowi my

wyzwania

Aniołki Agi

ciężkie powroty

przeróżnie

dobry czas

spełnianie marzeń

powroty z dalekich podróży, to co prawdziwe jest głęboko w nas ukryte

z serii „Moje ulubione”

„maskotka” Stateamków

  szczęśliwy trening

śpioszki

najlepsze jest w Tobie

ku mojej rozpaczy, zakochany w biathlonie

małe szczęścia

któż by przypuszczał

praca niejedno ma imię

good Team

no comment

czasem boleśnie-  crash test

 

Fun

Przykład na to, że nigdy nie należy odpuszczać

rodzina

                                                        

efekty

 

„Moje ulubione”

młodzi gniewni

  duma

na szczyt

Mistrzostwo jest w Tobie

to co najważniejsze

pasja

To tylko kropelka w morzu naszej ekipy i to tylko z ostatniego czasu, ale jest tego mnóstwo. Wiele emocji, bardzo skrajnych, ale to co ich łączy, to co NAS łączy to pasja i właśnie te emocje.

Dlatego mogę się pakować i rozpakowywać miliardy razy!

nie no, czuje wciąż niedosyt i nie ogarnęłam tych dwóch zdjęć więc mała aktualizacja 🙂

śrubki dokręcam, a granat codziennie wrzucam… z powrotem do pudełka

3 in 1- Future „Moje ulubione”

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

Hamulec ręczny

Hamulec ręczny

Hamulec ręczny

 

Tak, w sumie wiedziałam że ten moment nadejdzie.
Zanosiło się już dobre kilka miesięcy no i bęc. Nie powiem, dumna nie jestem… Wręcz przeciwnie wściekła na siebie, że do tego doprowadziłam. Niestety patrząc prawdzie w oczy, to to jest tylko i wyłącznie moja wina i traktuje stan obecny za swoistą karę za pychę.
Siedzę jest 22, a ja ledwo żyje, w sumie to nawet dobrze nie widzę, mało co słucham, jeszcze mniej przyswajam, ale może dzięki temu wezmę się trochę za siebie.
Permanentny ból brzucha, głowy i w sumie wszystkiego to nic dobrego. Nie idzie ciągnąć zbyt długo na tabletkach przeciwbólowych, a tak właśnie przetrwałam najlepszy Puchar Polski w wykonaniu naszych zawodników.
Trochę szkoda, że to wszystko tak wygląda, bo do końca nawet z fantastycznego prezentu się cieszyć nie umiałam. Tzn. cieszę się ale nie tak jakbym chciała to pokazać😃.
M. Mówi, że jestem zmęczona i tylko szpital mnie zatrzyma, jak zwykle wypaplał, ale nie powiem ma chłop rację. W ostatnim czasie często wychodziłam przed 7 wracałam ok 19 i cały dzień na wysokich obrotach, mało w domu, mało z dziećmi, mało jedzenia, mało odpoczynku. Nawet jak już były Święta i chwila wolnego, to dostawałam info od niektórych, że tam nie jadą, tego nie zrobią, są tacy siacy i owacy, no i co? To, że musiałam na szybko organizować coś innego, szukać kogoś innego, a uwierzcie, że tak się żyć nie da. Tym bardziej, że takie info rujnuje mój świat wartości i ja po prostu tego nie rozumie. I się po prostu wkurzam, piszę, pytam, rozkminiam, nakręcam się, totalnie niepotrzebnie!!!
Wczoraj był pierwszy dzień, że stresujące rzeczy odkładałam na bok. Jak to nałogowiec, zakochany w swojej robocie, wywiało mnie na narty, dokładniej po drugiej stronie lunety.
No nie idzie usiedzieć, a już brzuch boli tylko po jedzeniu więc spoczko.
Tak więc byłam tam, i odsuwałam stresy na bok, zamiast się nakręcać po prostu odpuściłam, sobie przede wszystkim, bo ostatnio mam wrażenie, że co poniektórzy to i tak mnie nie słuchają więc nic nie zrobię…
Może się uda, będę zdrowsza, trochę mniej euforyczna i pełna emocji, ale zdrowsza.
I moi kochani, obracam trochę kartę i patrzę na siebie i widzę cień człowieka. Sińce pod oczami (mam sporo pudru :)) zmęczona twarz, obolałe ciało i chyba pora powiedzieć dość. A przynajmniej zwolnić.
Bo tak jak wam zawsze powtarzam, nie sam trening jest ważny, ale i odpoczynek, i to jak się prowadzimy więc tym razem biorę z was przykład, tych najlepszych i odpoczywam.
Jeśli kiedyś odwrocie się, lub nie wywlekę emocji na zewnątrz, nie odpowiem na głupiego SMS, to wiedz jedno-łapie drugi oddech,unikam stresów.
A wszystko zaczęło się w momencie, kiedy nie miałam nawet czasu wypić kawy w domu…

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

Z pełnym workiem z marzeniami stąpam nad chmurami

Z pełnym workiem z marzeniami stąpam nad chmurami

Z pełnym workiem z marzeniami stąpam nad chmurami

Na pewno lubię to, co robię. Jest to paskudnie pochłaniające, dołącza do tego mnóstwo dodatkowych zajęć, ale na pewno jest to to, co chcę robić.

Ostatni rok był pełen dobrych emocji, związanych z całą otoczką naszego sportu, ale nie tak do końca wymarzony przez trenera.

Było więcej upadków jak wzlotów, ciężkich chwil tyle, co prezentów w worku Mikołaja, zwątpień też trochę, tylko teraz nie potrafię ukierunkować tych zwątpień, chyba najbardziej w siebie. Były sprzeczki, 3 raz przechodzimy przez ten fantastyczny okres burzy hormonów itp. i znów jest inaczej i chyba bardziej wymagająco, aż boję się kiedy moje dzieciaki dojdą do tego etapu.

Ale jestem uparta, czasem słucham mądrzejszych, ale dążę do tego co kiedyś, kiedyś w zamyśle nami kierowało. Nie schodzę z tej drogi, bo jest dla mnie jasna i klarowna, z zakrętami, ale ze znanym celem. Wymagam od siebie i od innych wymagam równie dużo, nie aż tak, ale dużo…stąd czasem nie wszyscy chcą ze mną współpracować i mimo to, że nie każdego „przeboleje”, nie każdego „zostawię” od tak za sobą, to nie chce i nie potrafię się zmienić. chyba, że …

na treningu znajdzie się osoba, która nie wiem czemu się przytuliła, w momencie do przytulania totalnie nieodpowiednim, totalnie zaskakującym, aż tak że „dostałam czymś w  samo serce”. zaskoczyło mnie to tak bardzo, że no właśnie zatkało mnie trochę i skruszyło co nieco:) aczkolwiek nie zawsze to działa i nie jestem do przytulania:)

Cały czas się coś dzieje, cały czas ewoluujemy, staram się być elastyczną i non stop się uczę, my się uczymy, bo przy tej dynamice rozwoju, jaką serwują nam nasi zawodnicy bycie i trwanie przy jednym zamierzonym planie jest po prostu głupie i przesiąknięte lenistwem i chyba głupotą. Zamiast fundować sobie trochę spokoju nawet w Święta ja (z nudów?nie z pasji) siedzę i analizuje to co się działo i nawet się tym bawię.

Podsumowując tę krótką burzę mojego umysłu, to był ciężki rok…ale nigdy tak jak teraz nie jestem zadowolona z tego jak pracują, wyglądają, trenują i odpoczywają nasi zawodnicy. Jeszcze nigdy z tak wielu dumna nie byłam, a wiem że to co najlepsze jeszcze się nie pokazało i niekoniecznie piszę tu stricte o samym wyniku, ale o tym jak to jest robione. Doczekałam się momentu, w którym młodzi mężczyźni po prostu zapierniczają na nartach, nasi mali chłopcy, którzy jeszcze chwile temu byli niżsi ode mnie i na pewno chudsi. Teraz spoglądam na nich z parteru zadzierając mocno głowę i jestem z nich dumna.

Doczekałam się momentu gdzie maluszki biegną, hmm może nie słabo, ale widać, że to jeszcze nie to i co? i są mocni, cholernie mocni, są mądrzy i dobrzy w tym co robią, a są maluszkami, małymi profesjonalistami.

Doczekałam się momentu, w którym oglądam na datacenter swoją zawodniczkę i ściskam mocno za nią kciuki i z niej jestem również bardzo dumna, mimo że wiem, że czasem jej serducho płacze i jest jej ciężko.

Doczekałam się tego, że po dwóch latach udało nam się ruszyć/ znaleźć sposób i czekam na start, bo wiem że będzie dobrze!

Z Ciebie też jestem dumna, mimo że nie pokazałaś/pokazałeś na co cię stać!

ale wiedzcie, że i tak Wam nie odpuszczę.(to jest zwykła kropka, bez nienawiści:) )

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

„Czas wolny” to pojęcie względne

„Czas wolny” to pojęcie względne

Czas wolny to pojęcie względne

Kiedyś „wpadł mi w ręce” artykuł o posiadaniu lub raczej nie posiadaniu czasu wolnego, zaczęłam się trochę nad tym zastanawiać czym tak naprawdę jest czas wolny. Co w moim, waszym życiu jest obowiązkiem, a co przyjemnością, a kiedy możemy powiedzieć, że mam czas wolny. hmm no i do końca nie jestem pewna czy ja w ogóle takowy posiadam.

Tak więc czas wolny, to jak dla mnie pojęcie względne, zależy jak na to popatrzeć.

Definicja „czasu wolnego”- czas którym dysponujmy po wykonaniu obowiązków takich jak nauka, praca, czynności związane z codziennym życiem. Tak więc teoretycznie nie mam czasu wolnego. Praktycznie raczej mam go dosyć sporo, mimo że kalendarz mam mocno napięty.

Od pewnego czasu priorytetem w moim życiu stało się spędzanie większej ilości czasu ze swoją rodziną. Banał, natomiast przy dwóch pracach, „prowadzeniu klubu”, organizowaniu wszystkiego co jest związane z jego funkcjonowaniem i funkcjonowaniem dzieciaków, ogarnianiem programów z grantami, szukaniem możliwości finansowych czy nawet głupotami typu utrzymanie porządku w domu, ugotowanie czegokolwiek, no to staje się wyczynem.

Tak więc patrząc na swój dzień od pobudki nierzadko o 5, a max 6:) i padnięciu na twarz ok 22, to pozostaje niewiele czasu na bycie ze swoimi chłopakami. Natomiast dajemy wspólnie radę, odrzucając na bok rzeczy mniej ważne, bądź włączając innych do tego, w czym mogą nas zastąpić, bo przecież nie jesteśmy nie do zastąpienia:)

I cudownie mi z tym przeświadczeniem, że świat się nie zawali jak mnie nie będzie w jakimś miejscu, a będą tam gdzie mnie i M. naprawdę potrzeba czyli w domu przy chłopakach i trochę razem.

Tak jest moi drodzy, im wcześniej zrozumiecie, że wiele rzeczy może funkcjonować bez was i to całkiem dobrze, tym lepiej dla Was a i wy sami będziecie „zdrowsi”.

Oczywiście to nie jest tak, że olewamy wszystko, ale naprawdę niekoniecznie muszę być na 3 treningach dziennie (ooo tak dziennie, nie w tygodniu) od 7 do 19, a na dwóch od 7 do 15.

Praca wielu trwa 8, może 12 godzin, a mi się czasami zdaje że nasza trwa 20 godzin, 7 dni w tygodniu…a to już chyba nieporozumienie, tym bardziej że 90% z tego czasu to są działania charytatywne:)

Dlatego też opuszczamy zawody typu Biathlon dla Każdego, gdzie nasza obecność jest zbędna, bo mogą zastąpić nas rodzice, bo możecie w ten sposób i wy spędzić z dzieciakami czas wolny.

Dlatego poszukujemy nowych trenerów, ludzi kompetentnych, którzy będą chcieli z nami współpracować i czasami zahaczyć TE weekendy.

Tak więc racjonalnie podzieliłam dzień na rzeczy obowiązkowe, hobby i na czas dla rodziny i wychodzi:

5:00-6:30 dzieci

6:30-16:00 praca- klub

16:00-19:00 dzieci i M.

19:00- 21:00 obowiązki domowe

21:00- 23:00 obowiązki praca/klub

A weekendy, hmm właśnie wracam z Komunii i nie pamiętam kiedy po raz ostatni tak wypoczęłam, 4 dni na uchodźstwie, ale i tak załatwiliśmy kilka spraw klubowych:)

Szczerze ciężko mi powiedzieć kiedy mieliśmy wolny weekend, tak dla siebie dla rodziny, więc oprócz tych które mamy zajęte ze względu na sprawy mega ważne, planuje mieć wolny weekend już wkrótce, bo 30.06-1.07 na roczek mojego Drugiego.

A jeśli ktokolwiek ma wątpliwości dlaczego „tak mało czasu” Wam poświęcamy, zapraszam do „naszego życia”- myślę, że spodobałoby się wielu z was.

tak kończę to pisanie dzień później z taka refleksją, że podane ramy czasowe są niekiedy o du… rozbić, bo dziś jak wyszłam po 7, tak wróciłam przed 19 (nie no godzinkę przelotem byłam w domu) opuszczając przy tym szczepienia młodego…

ach, a dla unaocznienia o czym mowa poniższa fotka, pokazująca nasz niezbędnik domowy- kalendarz.

PS. CHWALĘ SIĘ, NIE ŻALE!

podpowiadając, dni nie oznaczone to dni przeciętnego szaraczka:)

Wystarczy to tylko dobrze poukładać i „użyczać” dobre duszki.

Moi drodzy, takie mamy czasy, że pracuje się ponad czas etatowy, każdy z nas gdzieś pędzi, czegoś „więcej” potrzebuje, praktycznie każdy ma dzieci i kupę obowiązków, jesteśmy zmęczeni, sfrustrowani, czasem przez to się poddajemy, „zwalamy” winę na innych, kłócimy się…a ja mam dosyć spięć i bycia w ciągłym stresie.

Przewartościowuje się póki mogę, mam czas wolny i poświęcam go rodzinie i zajmuje się nimi. Daje przez to 190% siebie na treningach i w pracy, bo mam na to siły i chęci, bo jest to moje hobby i nie będę tego traktowała jak niechcianego obowiązku. Robię to co lubię, chce żeby tak zostało.

Ile sił w trenerze tyle w zawodnikach!

Kochani rodzice, nie jesteśmy wam potrzebni na zawodach BDK, na przełajach, które sami wyszukujecie, na innego typu zajęciach, które i tak będą nawet bez nas. Jesteśmy tam gdzie musimy pomagać, gdzie nasza obecność jest niezbędna. Nie musimy wciąż i wciąż kontrolować wasze dzieci, nakładać im presji, doskonale sobie sami poradzicie i oni też. Niech choć mają od nas trochę wolnego, a my od nich- żeby nie stało się to przykrym obowiązkiem, a było tym co naprawdę kochamy wspólnie robić.

Znajdźmy przysłowiowe 5 minut dla siebie i swój czas wolny. Róbmy to co kochamy nawet 12h dziennie, nie zapominając o tym, co naprawdę ważne.

A wy paskudy małe, uczcie się czerpać przyjemności i zostawiać sobie faktyczny czas wolny i to doceniajcie.

Cieszę się, że udało mi się wyskrobać trochę czasu i dodać ten wpis, choć kawki przy tym nie piłam 🙂

 

 

 

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

Back to the past

Back to the past

Back to the past

Ostatnie 2 tygodnie obdarzyły mnie pokładach Energi, o której dawno zapomniałam oraz uczuć, o których nie było już mowy.

Miałam okazję „wrócić do przeszłości”, niestety. Nie chciałam się tam pchać, ale sama sobie pstryknęłam w nos.

Gdzieś głęboko ukryły się momenty z mojego życia, które świadomie wyrzuciłam z tu i teraz. Miały zostać „wykopane z mojego życia” na amen, a tu niespodzianka.

Peong Chang to było jedno z moich ulubionych miejsce na mapie biathlonowego życia, cieszyłam się, że mogę towarzyszyć sportowcom na Igrzyskach z punktu siedzenia, fotela. Było to całkiem dobre doświadczenie w moim życiu, udało się spotkać wielu cennych, wartościowych i miłych ludzi. Im z kolei udało się odkopać zasypane mlekiem i miodem, kupką niemowlaków, kolkami, „mamusiu wiesz co? – kocham cię”, karlikami i spełnionym życiem złe chwile zawodowego życia biathlonisty…

Zakopane głęboko w szufladce  umysłu „nie otwierać – toksyczne!!!” zostało uwolnione bez mojej wiedzy. Przez ten krótki okres uświadomiłam sobie, że nie pamiętam w ogóle sezonu 2011/2012 tak jakby go nie było, 2012/2013 był najgorsza rzeczą, która mnie w życiu spotkała więc niestety to pamiętam. Tak więc mogę krótko podsumować, że to co kochałam w sporcie skończyło się wiosną 2011…A biathlon wtedy dla mnie umarł, dopiero 2 lata później podjęłam mocno i długo odkładaną decyzję o tym, że już pora zakończyć ten rozdział życia. Nie żałuję że skończyłam, żałuję że tak późno, przez co na całe 5 lat (a w sumie 7) zapomniałam dlaczego tyle lat to robiłam. Dla jasności teoria była, ale bez tego czegoś.

Teraz wracając w pełnym ludzi pociągu do domu, obserwując co po niektórych chodzą mi po głowie różne myśli, targają mną silne uczucia, od smutku, żalu po w sumie pewnego rodzaju radość i spokój.

Do czego zmierzam, życie sportowca jest trudne, można dyskutować, że kosztuje to wiele wyrzeczeń, czasu poza domem, rozstania, niesprawiedliwość, oceny itd. Itd. A jakie jest życie poza sportem? Inne? Lżejsze?

Nieprawda, to życie jest takie samo, może bez „nagród” w formie medalu, gratyfikacji w postaci wyrzutów endorfin, wspaniałej kondycji, poczucia wolności, „slawy” itd.,ale równie ciężkie, zapracowane, pełne wyrzeczeń plus pełne odpowiedzialności nie tylko za własny tyłek, ale i za rodzinę, dzieci, podopiecznych i inne, w zależności, kto jakie życie prowadzi.

Oba jeśli w ogóle można tak dzielić są wyborem, naszym – własnym. I wtedy szczęśliwe i spełnione jak robimy to co kochamy i z tymi, których kochamy.

Dziś usłyszałam piękne i bardzo mądre słowa pewnego sportowca, to one przypomniały mi uczucie, dla którego byłam tak długo w sporcie. To on pozwolił mi w tym pełnym emocji czasie, czasie powrotu do przeszłości, odnaleźć to co było i jak się okazuje jest ważne w moim życiu… Pokazał, w chwili zwątpienia, że najlepszą decyzja mojego życia było zatrzymanie się w tamtym czasie i zresetowanie.Polecam posłuchać mądrej i zdystansowanej wypowiedzi kolegi skoczka.

https://www.facebook.com/EurosportPL/videos/1180698892061085/

Dziękuję Sylwii Dekiert za nieświadome uwolnienie zakneblowanych i związanych emocji. Mało kto potrafi sprawić że głos mi zadrży. W sumie dobrze jest temu stawić czoło i przeanalizować niekoniecznie na chłodno,ale będąc bardziej doświadczoną, spokojną i pełną życia osobą. Dzięki temu, że odżyły słuchałam Maćka i jestem w lepszym miejscu swojego i tak wspaniałego życia.

Nie żałuję, że zakończyłam nie wykorzystując całego swojego potencjału, żałuję że zakończyłam tak późno. Mam żal do siebie, że nie byłam na tyle silna żeby podjąć tą decyzję wcześniej, wtedy kiedy zaczęłam robić to, co chcieli inni a nie to, co było ze mną zgodne i dobre dla mnie. Bo każda sekunda mojego życia (i waszego też) jest ważna i cenna.

Banalnie napisze na koniec, żebyśmy cieszyli się tym co mamy i docenili to, pielęgnowali, a nie skupiali się na negatywach.

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official