List do Anioła Stróża

List do Anioła Stróża

List do Anioła Stróża

Pewnie już milion razy wspominałam, że wokół mnie kręcą się dobrzy, fajni ludzie. Pełno małych duszków, które pomagają, nie tylko fizycznie, ale i mentalnie. Znając siebie pewnie nie za bardzo potrafię dziękować, tak słowami, ale staram się czasem przynajmniej jakoś tak czynami, coś tam zrobić, liczę że mi się udaje, choć w małym stopniu.
Bo są na miejscu, bo mam jak, mam okazję po prostu mogę.
Jest jednak pewien Pan, któremu nie podziękowałam, a jeśli to zrobiłam to w moim odczuciu za mało.
Ostatnio dość często o nim myślę, bo taki okres zimowy, taki czas, że jakoś tak to wraca.
Minęło dużo lat,a wciąż zbyt mało.
6 lat temu Pan Julian mnie odnalazł, do teraz nie wiem jak. Nie wiem skąd.Zadzwonił i poprosił o spotkanie. Pojechałam, bo i tak miałam wybrać się w rodzinne strony. Znałam go tyko z widzenia, był w pewnym stopniu dla mnie Legendą, surowym człowiekiem i zastanawiałam się co On chciałby ode mnie. Tyle. Pamiętam tylko, że zaproponował mi prace w Biegu Piastów, coś opowiadał, że potrzebuje pilnie kogoś do pracy z maluszkami na zawodach. (Jakie to jest urocze z perspektywy czasu). O nic nie pytał, był sobie po prostu- kawę chciał zawsze i zajmował strasznie dużo czasu. Non stop: chodź, pomóż, jak myślisz, zrób…pytał o pomoc, jak ja przecież ani nie myślałam wtedy.
Krok po kroku zdobywał sobie moje zaufanie, nie wiem kiedy wygonił mnie na narty. To były chyba najcięższe narty dla mnie…dziś doskonale pamiętam jakie to było uczucie, dopiero gdzieś po godzinie rozejrzałam się wokół siebie, nawet nie wiem gdzie byłam, po prostu sobie biegłam i to tak cholernie bolało wtedy!miałam mu za złe, że tam jestem, że mnie zmusił i nie rozumiałam po co.
Potem było lepiej, rozmawialiśmy dużo. Nigdy mnie nie oceniał, nie pytał tylko radził…radził jak wrócić do świata żywych i wyjść z tego dna, na którym postanowiłam zostać.
Nie pamiętam czasu w ogóle, staram się go odkopać w głowie, znaleźć jakieś inne info jak to tam było, pamiętam tylko uczucia, które mi tam towarzyszyły. Od tej goryczy, rozczarowania, złości, bezsilności, buntu, rozpaczy, nienawiści do samej siebie aż po spokój…taki głęboki oddech.
Panie Julianie nie wiem skąd Pan wiedział, jak mnie Pan znalazł, jak do mnie trafił, ale uratował mi Pan życie. To dzięki Panu wstałam i noszę się wysoko, w porównaniu gdzie byłam. To przez Pana jestem tu gdzie jestem i robię to co robię i jestem z tego cholernie dumna.
Nie potrafię dziękować jakoś tak, ale jest Pan moim Aniołem Stróżem.
Panie Julianie nie ma słów jakich mogłabym użyć żeby wyrazić wdzięczność i inne uczucia, ale to wszystko do czego doszłam i dojdziemy jeszcze to tak dla Pana. To trochę Pana zasługa, bez Pana nie odnalazłabym tej drogi. Wiem to na pewno, nigdy bym nie wróciła na narty. Nigdy.
Dziękuje! i przepraszam, że tak a nie osobiście.

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

Przed startem

Przed startem

Przed startem

Obudziłam się dzis zdecydowanie za wcześnie. Parę minut po 6 w dzień startu lekkie przegięcie. Czuję się jakby to był mój własny start i zależało od niego naprawdę bardzo dużo. Dawno nie miałam stresu przedstartowego. Jako trener raczej nie, a przynajmniej nie taki, przynajmniej nie o wyniki, ale o przygotowanie, czas itp a to całkowicie inny rodzaj emocji.

Zwykle to wygląda tak, że odrobinkę jest tej niepewności i dreszczyk emocji, ale żeby tak wiele i o tak dużo walczyło to nie…

Powalcze z proszonym/nieproszonym kumplem trochę, a bronią będą słowa. To, co napisze ukaże się tuż przed startem, żeby czasem moim babeczkom się nie udzieliło.

Z drugiej strony lepiej, że to ja się budzę niż one. Teoretycznie od samego początku nastawiałam się na bieg indywidualny, są dobrymi strzelczyniami, nawet bardzo. Włożyły w to kupę roboty, czasu itd. Nie twierdzę, że w inne rzeczy nie, ale strzelanie jest ich mocna strona i liczę, że to akurat dziś po prostu odpracuja swoje… Po prostu potrafią to robić mega dobrze. Z tej strony jest o tyle gorzej, że już nic za bardzo od ciebie nie zależy, taka bezradność w moim przypadku jest hmmm destrukcyjne hahaha, a tak poważnie chyba sama wolałabym postartowac, machnąć co trzeba i mieć z głowy. Jeszcze nigdy tak jak w tym roku nie jestem pewna, że są mocne. Stąd ten stres. Wiem również że reszta też nie spała cały rok, nie czekali z nogami w górze aż forma ich zaatakuje, ale mimo to liczę, że koleżanki pomogą i nie będą idealnie strzelaly☺️ bo trochę w sumie tak to jest, że ty możesz zrobić 100% swojego, ale inni będą mieli ciut więcej szczęścia, będą lepsi i rezultat nie do końca Nas usatysfakcjonuje. Liczę na równe starty, hmmm medale? Jasne że bym chciała, bo stać dziś nawet je 3! Ale jak Karo dostanie się na Mistrzostwa Europy, a Wika na Nadzieję Olimpijskie, a druga Wika „złapie fale”, to co mi więcej trzeba😊 Stresuje się baby okrutnie, czekam aż mnie zaskoczycie. Czekam na wasze najlepsze starty w tym sezonie.  Któż by pomyślał że mogę nie spać po nocach przez Biathlon „po drugiej stronie”☺️

A przede mną jeszcze jedne ważne zawody i jak ten stres mnie nie opuści, to….  będę chodziła mocno niewyspana.

Dziś jest przepięknie, jak w niebie.

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

Personal space

Personal space

Personal space

Jest taki czas każdego zawodnika, który mógłby nazywać się świętym.
Czas-dzień, przeddzień startu. Ciężko inaczej to nazwać, to jest czas, gdzie nasza energia powinna być dobrze spożytkowana. Moment, gdzie zwiewamy od wampirów, a otaczamy się tym, co dla nas jest po prostu najodpowiedniejsze.
Kiedyś los podarował mi na krótki moment obcowanie z bardzo mądrym Panem. Ten Pan zwrócił mi właśnie na to uwagę, na rzeczy jak dla mnie wtedy totalnie nieistotne, a jak się potem okazało podstawowe i jak teraz na to patrzę niezbędne w przygotowaniu się każdego zawodnika.
Każdy z nas ma swoich Aniołów Stróżów, przyjaciół, kumpli, siski, ludzi którzy nas drażnią, denerwują, zabieraj czas i po prostu męczą. Tych ostatnich często nawet lubimy, ale w niektórych momentach–„serio, no daj żyć”, albo czujemy się przez nich mocno „przygnieceni”. Od tych po prostu zwiewajmy!
Najważniejsze to organizować sobie czas i miejsce tak, żeby nikogo nie drażnić i samemu się nie poddawać takim sytuacjom.
Na pozór łatwe, a w praktyce niezmiernie ciężkie, a czasem nie do wykonania.
Często nasze przygotowania do startu kończą się złym zrozumieniem osób, które nas otaczają.
To chyba zależy od temperamentu i prostego niedogadania się nawzajem, a czasem braku życzliwości, zazdrości, braku empatii (to o czym teraz napisałam nie dotyczy moich aniołków, myślę że problem tkwił w komunikacji😁)
Tyle emocji, charakterów, myśli ile ludzi, a kobiet uhuhuhu.
Dlatego moi drodzy wasz „święty czas” spędzacie tak jak wy chcecie, biorąc pod uwagę potrzeby innych i nie wchodząc w ich osobista strefę.
Przykład 5 dziewczyn, jedna do startu musi się drzeć jak opatrzona, śpiewać, tańczyć itp, 2. idzie spać, 3. to by coś zjadła, 4. posłuchał muzyki, a 5. to w ogóle ma minę jakby ktoś jej popsuł zabawkę i była tu za karę… I mieszkają w jednym pokoju. Czy da się to rozdzielić? Tak aby każda była zadowolona i mentalnie przygotowana do startu?
Jasne że tak, krzycząca szuka drugiej ryczącej i idą śpiewać daleko 🙂 ta co je zjada po cichu żeby nie budzić śpiącej, a słuchająca muzyki robi to na słuchawkach. A ostatnią po prostu olewamy i jej jest też z tym oki.
Easy… nie zawsze i nie dla każdego, ale do zrobienia.
Moim pragnieniem byłoby, aby każdy w dniu startu zajął się sobą, był świadomy swoich potrzeb, a w tym wszystkim nie przeszkadzał innym i nie wczuwał się zbytnio w „fochy” i udziwnienia pozostałych.
Bo to nasz „święty czas”, czas największych dziwactw, gadania ze sobą samym, burzowych min, tańców, nerwów i chilloutów, treningów mentalnych, leżenia na schodach, sztuka odnalezienia własnego miejsca w chaosie.
A najlepsi, najwięksi profesjonaliści potrafią ten czas idealnie zaprogramować i działać w nim jak małe komputerki.
Detal.
Jeden z bardziej istotnych.
Znajdź swoją przestrzeń.
Wykorzystaj chwilę.

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

Na walizkach

Na walizkach

Z całego sportowego życia najbardziej nie znosiłam pakowania i rozpakowywania. W ostatnich latach miałam nawet zrobioną „wspaniałą listę”- RZECZY NA OBÓZ i jak robot wsadzałam do niezliczonej ilości toreb, plecaków woreczków, reklamóweczek to, co tam było napisane.Przynajmniej o niczym nie zapominałam.

Teraz nie pakuje siebie samą, tylko ja plus 3 (M. też rzadko się pakuje sam, z braku czasu, natomiast zawsze mnie opiernicza, że zabrałam jak zwykle za dużo! Lepiej nosić niż się prosić.)

Listy niestety nie mogę zrobić, bo + 2 ewoluują i co wyjazd jest coś nowego więc nawet by nie spełniała swojego zadania.

Tak jak patrząc od grudnia to w domu byłam rzadko, zaliczyłam chyba każdy styczniowy weekend na wyjeździe, luty jest i będzie podobny…

I co w związku z tym, no tyle że mógłby ktoś powiedzieć i po co ci/ Wam to? no właśnie, o my to lubimy. Nie wszystko, co wiąże się z nasza pasją, jest przyjemne, nie wszystko lekkie i miłe, ale w całokształcie, na samym końcu jest to do czego dążymy, co chcemy osiągnąć.

spróbuje dziś trochę inaczej to opisać, pokazać, bo czasem słowa są zbędne, a zdjęcia mogą przekazać więcej.

Tym samym zapraszam do foto-lektury, co w życiu trenera jest najważniejsze/najcenniejsze.

taki On

ten wie i zrozumie, kto był tuż tuż i się musiał zatrzymać

małe wielkie szczęścia

work,work- work

z serii „Moje ulubione”

taki joke

słuchając

smal children

pierwszy i nie ostatni raz widziałam jak nogi się uginały ze zmęczenia

komu się trzęsły bardziej?

 

team

step by step

ideolo

🙂

laski z karabinami

„Moje ulubione”

Anioł Stróż

łzy, walka, szacunek, zrozumienie,oparcie

hapiness is easy

hug hug hug

efekty

stójka

hapiness

moje „bałwanki”

momenty

progress

trochę nas

praca nad każdym ruchem

czasem przydatny

good people

podziw/ niezrozumienie

małe szczęścia

  dreams come true

crazole

nowe pomysły

nowi my

wyzwania

Aniołki Agi

ciężkie powroty

przeróżnie

dobry czas

spełnianie marzeń

powroty z dalekich podróży, to co prawdziwe jest głęboko w nas ukryte

z serii „Moje ulubione”

„maskotka” Stateamków

  szczęśliwy trening

śpioszki

najlepsze jest w Tobie

ku mojej rozpaczy, zakochany w biathlonie

małe szczęścia

któż by przypuszczał

praca niejedno ma imię

good Team

no comment

czasem boleśnie-  crash test

 

Fun

Przykład na to, że nigdy nie należy odpuszczać

rodzina

                                                        

efekty

 

„Moje ulubione”

młodzi gniewni

  duma

na szczyt

Mistrzostwo jest w Tobie

to co najważniejsze

pasja

To tylko kropelka w morzu naszej ekipy i to tylko z ostatniego czasu, ale jest tego mnóstwo. Wiele emocji, bardzo skrajnych, ale to co ich łączy, to co NAS łączy to pasja i właśnie te emocje.

Dlatego mogę się pakować i rozpakowywać miliardy razy!

nie no, czuje wciąż niedosyt i nie ogarnęłam tych dwóch zdjęć więc mała aktualizacja 🙂

śrubki dokręcam, a granat codziennie wrzucam… z powrotem do pudełka

3 in 1- Future „Moje ulubione”

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official

Hamulec ręczny

Hamulec ręczny

Hamulec ręczny

 

Tak, w sumie wiedziałam że ten moment nadejdzie.
Zanosiło się już dobre kilka miesięcy no i bęc. Nie powiem, dumna nie jestem… Wręcz przeciwnie wściekła na siebie, że do tego doprowadziłam. Niestety patrząc prawdzie w oczy, to to jest tylko i wyłącznie moja wina i traktuje stan obecny za swoistą karę za pychę.
Siedzę jest 22, a ja ledwo żyje, w sumie to nawet dobrze nie widzę, mało co słucham, jeszcze mniej przyswajam, ale może dzięki temu wezmę się trochę za siebie.
Permanentny ból brzucha, głowy i w sumie wszystkiego to nic dobrego. Nie idzie ciągnąć zbyt długo na tabletkach przeciwbólowych, a tak właśnie przetrwałam najlepszy Puchar Polski w wykonaniu naszych zawodników.
Trochę szkoda, że to wszystko tak wygląda, bo do końca nawet z fantastycznego prezentu się cieszyć nie umiałam. Tzn. cieszę się ale nie tak jakbym chciała to pokazać😃.
M. Mówi, że jestem zmęczona i tylko szpital mnie zatrzyma, jak zwykle wypaplał, ale nie powiem ma chłop rację. W ostatnim czasie często wychodziłam przed 7 wracałam ok 19 i cały dzień na wysokich obrotach, mało w domu, mało z dziećmi, mało jedzenia, mało odpoczynku. Nawet jak już były Święta i chwila wolnego, to dostawałam info od niektórych, że tam nie jadą, tego nie zrobią, są tacy siacy i owacy, no i co? To, że musiałam na szybko organizować coś innego, szukać kogoś innego, a uwierzcie, że tak się żyć nie da. Tym bardziej, że takie info rujnuje mój świat wartości i ja po prostu tego nie rozumie. I się po prostu wkurzam, piszę, pytam, rozkminiam, nakręcam się, totalnie niepotrzebnie!!!
Wczoraj był pierwszy dzień, że stresujące rzeczy odkładałam na bok. Jak to nałogowiec, zakochany w swojej robocie, wywiało mnie na narty, dokładniej po drugiej stronie lunety.
No nie idzie usiedzieć, a już brzuch boli tylko po jedzeniu więc spoczko.
Tak więc byłam tam, i odsuwałam stresy na bok, zamiast się nakręcać po prostu odpuściłam, sobie przede wszystkim, bo ostatnio mam wrażenie, że co poniektórzy to i tak mnie nie słuchają więc nic nie zrobię…
Może się uda, będę zdrowsza, trochę mniej euforyczna i pełna emocji, ale zdrowsza.
I moi kochani, obracam trochę kartę i patrzę na siebie i widzę cień człowieka. Sińce pod oczami (mam sporo pudru :)) zmęczona twarz, obolałe ciało i chyba pora powiedzieć dość. A przynajmniej zwolnić.
Bo tak jak wam zawsze powtarzam, nie sam trening jest ważny, ale i odpoczynek, i to jak się prowadzimy więc tym razem biorę z was przykład, tych najlepszych i odpoczywam.
Jeśli kiedyś odwrocie się, lub nie wywlekę emocji na zewnątrz, nie odpowiem na głupiego SMS, to wiedz jedno-łapie drugi oddech,unikam stresów.
A wszystko zaczęło się w momencie, kiedy nie miałam nawet czasu wypić kawy w domu…

Tu też mnie znajdziesz!

@Po_drugiej_stronie_lunety

@aga_cyl_official