Monolog wewnętrzny

Monolog wewnętrzny

Tak minął kolejny rok. Dobry, jak nie bardzo dobry rok. Ciężko będzie powtórzyć tyle medali. Tym bardziej, że roszady w kategoriach olbrzymie i sporo przejść i zmian.
Nadchodzi dla mnie czas, gdy moi zawodnicy są już duzi i chcą, by ich tak traktować,a przy tym nic się nie zmienia. Taki trudny okres, gdzie każdy nie widzi nic prócz czubka własnego nosa, a może dostrzegają tylko błędy innych i wytykają je, nie będąc dla siebie równie krytycznym.
Każdy, kto wytrwa ten niepokój, zajmie się własną praca tylko na tym zyska. Bo tak naprawdę praca, jaka została wykonana w sezonie przygotowawczym, u każdego znacznie się zmieniła i przybyło obciążeń,za czym powinien iść progres. W sumie widać to już po pierwszych startach.
To był ciężki weekend, odpowiedzialność, mimo że zwykle jest spora, tym razem była olbrzymia. Maluchów tyle, że 3osoby na strzelnicy… i tak miałam wrażenie, że jest nas stanowczo za mało. Zwykle sama dawałam radę, pozostali byli na trasie. Tym razem było trudniej.
Po treningu oficjalnym wcale nie było wesoło i pojawiło się wiele znaków zapytania miedzy innymi „czy po prostu to ogarniemy”. Gdzieś tam wewnątrz staram się wykrzesać pokłady spokoju i wyrozumiałości nie tylko dla tych, którzy startują po raz pierwszy, ale dla nas samych.
Taki powrót do przeszłości, kiedy to ja stałam pierwsze razy za lunetą i tak mało wiedziałam i musiałam tak szybko się uczyć. Teraz pełnię rolę tę, która M. dawniej i nie do końca jestem usatysfakcjonowana ze swojej pracy. Za dużo wiecznie wymagam. Nic się nie stanie jak czasem odpuszczę.?!
Czasu brakuje na wszystko, kilkakrotnie złapałam się na tym, że tak wielu rzeczy, które chcielibyśmy zrobić, powiedzieć nie zdążymy,bo czas nieodpowiedni, bo sami tego nie chcą, bo są ważniejsze rzeczy jak samo bezpieczeństwo i objęcie tą opieka grupy młodsze.
I trzeba powiedzieć sobie wprost, że pora odciąć pępowinę tym, którzy aż się o to proszą i czekać na ich profesjonalizm. On na pewno mnie zaskoczy i z całą mocą uderzy we mnie bezpośrednio.
Więc ja dorastam do faktu, że moje małe „dzieci” już nie są małe i organizowanie im życia i pokazywanie na każdym kroku błędów jest pomyłką.
Pora się przeorganizować.
Być, ale bardziej jako doradca, ewentualnie sufler; czekać, obserwować i reagować tylko w tych momentach, w których jest to niezbędne.
Tak, bycie juniorem/juniorką wymaga od zawodników odpowiedzialności za własne czyny, za własne błędy.
Pozwól im podjąć samodzielną decyzję, potrafią myśleć już przyczynowo- skutkowo i nawet jak popełnią błąd, będzie to ich błąd i na pewno nauczą się, może wolniej może boleśniej, ale nauczą się.
Idzie młodzież, która potrzebuje uwagi, muszą się nauczyć poruszać, myśleć, działać, nie bać się, pracować nad sobą, organizować dzień startowy, tydzień treningowy, cykl itd.
Starsi to twoje oczko w głowie, ale pora ich nauczyć samodzielności.
——-To sobie powtarzam——–
Odkąd karabin wędruje na plecy, stają się zawodnikami. Ty jesteś trenerem od pilnowania planu, ich dyspozycji motywacji i poprawiania błędów technicznych, taktycznych.
Przecież już wiedzą jak odpoczywać, wiedzą czego potrzebują, wiedzą jak dbać o zdrowie, o to by stanąć w pełni sił na starcie,na obozie, w szkole.
Pora zrozumieć, że nie strzelisz za nich, nie pobiegniesz, nie uzupełnisz dzienniczka i nie zadbasz o zdrowie. To ich będzie bolało najbardziej…
To ich praca, a do twojej nie należy myślenie za nich.
Pamiętaj robisz to, co kochasz i póki jesteś w tym szczęśliwa sił ci nie zabraknie i motywacji. A czas ucieka, inni czekają, mało potrafią tam skieruj swoje emocje.
Nie bądź już malkontentem, nie opieraj się na tych złych, negatywnych rzeczach. Spójrz do przodu, zatrzymaj się, spójrz za siebie i wróć.
Niech to będzie radość i przyjemność.
Tak wielu jeszcze tak mało potrafi.
Pozdrawiam siebie samą i trzymam kciuki za uśmiech i radość z bycia tam gdzie jestem.
I dziękuje Tobie za inspirację!